Wierni czytelnicy- przyłącz się! :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mydło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mydło. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wielki błękit letniego wieczoru- niebo i morze zespolone lawendą


 Wakacyjny czas kojarzy się większości z beztroskim odpoczynkiem pod gołym niebem i nad wodą zapraszającą do kąpieli- sama nie jestem wyjątkiem :)
 Na myśl o lecie automatycznie zapala się w moim mózgu obraz morskiego wybrzeża w najwspanialszej odsłonie: niebo malowane wieczornymi barwami, piasek nagrzany w trakcie dnia, słona bryza muskająca policzki... i to cudowne poczucie letniego relaksu...

 Na takie doznania warto czekać- choćby i cały rok ;)

 Idąc tokiem tych rześkich skojarzeń nie mogłabym nie wspomnieć o ostatnio poznanym- i już zmydlonym do cna ;) - wyjątkowym duecie lawendowych mydełek handmade, łączącym moje wyobrażenie o jedności wakacyjnego nieba i morskich fal zgodnie odbijających lawendowy odcień fioletu, sygnalizujący rychłe nadejście nocy i oswobodzenie z dziennego skwaru :)

 Lawenda symbolizuje ziszczenie marzeń i snów, a także błogie zapomnienie i rozwianie wszelkich obaw- pamiętajmy jednak, że w mglistej i raczej intuicyjnej sferze tajemniczych symboli i znaków tkwi zawsze sens przekładający się na prawdę życiową :) 
 Otóż lawendowe opary rzeczywiście łagodzą stres, rozwiewają złe myśli, pozwalając nam zaczerpnąć przyjemności płynącej z uczucia czystości i troskliwości płynących z natury.
 Zapach ten koi umysł i pomaga przy trudnościach w zasypianiu, co daje fantastyczny efekt podczas wieczornych kąpieli. Istnieje wiele sposobów, aby się o tym przekonać - wie o tym również Joanna prowadząca blog Mydła Naturalne, która swoje mydlane kompozycje często przyprawia m.in. orzeźwiającą mocą lawendy, którą- jak można wyczytać we wpisach- uważa za jedną ze swych ulubionych :)

 Lawendowe mydełka Joanny są nie tylko urzekająco dekoracyjne, ale i praktyczne. Można bez obaw stosować je do pielęgnacji całego ciała- zachwycone będą nimi zwłaszcza osoby o cerze problematycznej: trądzikowej i mieszanej, ze względu na walory antybakteryjne i przeciwzapalne, których naturalna siła zostaje delikatnie złagodzona przez oleje bazowe- służy to lepszej tolerancji oczyszczającego potencjału kosmetyków przez osoby o wrażliwej na podrażnienia skórze.

Olej kokosowy, olej rycynowy, olej palmowy, wosk pszczeli oraz oliwa z oliwek z dodatkiem naturalnego olejku eterycznego z lawendy- to najbardziej charakterystyczne składniki stosowane przez Joannę do wykonania mydlanych cudów, których kolor dla uatrakcyjnienia doznań wizualnych zawsze zostaje wzmocniony naturalnymi barwnikami pochodzenia mineralnego. 

 Chciałabym Wam przedstawić pięknie mieniące się fioletem mydła, które ostatnio podbiły moje serce... i zyskały zarazem aprobatę kapryśnej cery ;)

 Oto mydła nasycone pielęgnacyjną mocą przyrody, które w lawendowym stylu reprezentują dwa nadmorskie żywioły- wodę i powietrze :)


  W sfotografowanym przez Joannę wiklinowym koszyku pysznią się mini-babeczki mydlane, przyozdobione motywami oceanicznymi. Na fioletowej, dekoracyjnie karbowanej powierzchni znajdziemy symbole morskiej toni i dna: rybki, rozgwiazdy, pławikoniki, muszle - gotowe do kąpieli urozmaiconej bajeczną zabawą :) 

 Nie tylko kreatywne wykorzystanie wizerunków wodnych stworzeń stanowi o wyjątkowości tego mydlanego patentu- na mini-babeczki składają się dwie różne nuty zapachowe i dwa osobno wykonane elementy, dzięki sztuce mydlarskiej połączone dla wykonania jednego produktu.


 Moja własna babeczka- choć malutka- to jednak wykazywała się wielkim hartem ducha i walczyła dzielnie z niedoskonałościami mojej cery, pieniąc się groźnie pod wpływem wody i czyhając na wrogą bakterię wszelakiej maści ;) Nie byłoby to oczywiście możliwe bez tak doborowego  zestawu składników, o jakie postarała się jej zacna autorka.

 Już dawno zauważyłam, że naturalne mydła wpływają o wiele lepiej na moją skórę niż inne środki do oczyszczającej fazy pielęgnacji. Wszystkie mleczka, żele, pianki i płyny micelarne odpadają w przedbiegach...no, może z wyjątkiem miceli, bo cóż innego lepiej poradzi sobie z delikatną okolicą oczu i makijażem jej właściwym? ;) 


 A oto pastelowe kostki, które powstały pod wpływem fascynacji jednym z pierwszych wiosennych dni, który zdawał się być odpowiedzią na tęsknotę  za ciepłym wiatrem i jasnym niebem.

 Autorka przytacza na blogu skomplikowanie brzmiącą( przynajmniej dla mnie, jako DIY-owego laika kosmetycznego ;)) procedurę stworzenia takich dwuwarstwowych mydełek- otóż dolna warstwa pachnąca lawendą zostaje wykonana przez Joannę "na zimno" przy użyciu z oliwy z oliwek, oleju palmowego, oleju rycynowego, wosku pszczelego i naturalnego olejku eterycznego z lawendy, a górna (czyli obłoczek ;)) powstaje dzięki ubijaniu oleju palmowego, oleju kokosowego i oliwy z oliwek z dodatkiem naturalnego olejku eterycznego z trawy cytrynowej.

  Kostki zostały nazwane"Lawendowa bryza"- gdyż, jak to sama Joanna stwierdziła,"(...) kostki te kojarzą mi się z niebem w środku lata z niewielkimi białymi chmurkami..." :)

 Mój egzemplarz- jak widać na poniższym zdjęciu ;)- w chwili uwiecznienia był już trochę wysłużony.  Jego "niewyjściowy" stan jest spowodowany intensywną eksploatacją, jaka przeprowadzałam wytrwale przez -bagatela - 2 tygodnie.
 Z ukończeniem kostki uporałam się przed kilkoma dniami, także podsumowując- ok. 100 gramowa "Lawendowa bryza" służyła mi do codziennej toalety twarzy przez miesiąc. Wynik niczego sobie :) A żeby słowom stało się zadość ;)- były już zdjęcia mydeł a'la"nowiutkie- świeżutkie"- to teraz dla odmiany "zapracowane-ale zadowolone" ;P :



 Uczucie absolutnej czystości, nieskazitelny wygląd cery, dobre samopoczucie- nie zmącone żadnymi dolegliwościami ;) - i towarzysząca nam po dokonaniu toalety nutka lawendowej świeżości- dla tych wrażeń warto zadbać o wzorową pielęgnację skóry przy pomocy naturalnych mydeł... A gdy mamy świadomość, iż są one własnoręcznie stworzone przez utalentowanego mydlarza z uczuciem i pasją- wówczas tym bardziej można docenić wartość naszego wyboru :)

 Zapraszam wszystkich nie tylko do czytania bloga Joanny, gdzie można śledzić na bieżąco jej mydlane "czary mary";) , ale i do odwiedzin w bydgoskim Muzeum Mydła i Historii Brudu, gdzie można wzbogacić swoją wiedzę o sztuce mydlarskiej (i nie tylko ;)) , a także nabyć małe arcydzieła wydobyte z foremek Joanny :)



środa, 17 kwietnia 2013

Gładka skóra jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? "Czarny Magik" rwie się do pomocy ;)


  Nie trzeba uciekać się do czarodziejskich zaklęć, towarzystwa czarnych kotów i kociołków, ani oswajania mioteł i wystruganych starannie kawałków drewna, aby poczuć upiększającą magię, która tak dobrze może posłużyć kobietom ;)

  Jest pewien skuteczny sposób na uwolnienie piękna skóry od prozaicznych skaz- odkryłam go stosunkowo niedawno, lecz już w pełni doceniłam walory :)

 Nie sprawił tego czarnoksiężnik, któremu żadna strona mocy nie jest obca, lecz czarne jak noc (choć w tym wypadku porównanie do czerni  morskiej otchłani byłoby słuszniejsze ;)) mydełko SPA Magik z mułem z Morza Martwego...

 Tak, wiem , że hasło "muł" może wywołać u niektórych odruch obrzydzenia ;) ale warto mieć na uwadze, że  czasami to, co pozornie nie jest takie znów ładne i czyste, może nam dodać świeżości urodzie i wzmocnić zdrowie. Zaczerpnięty z dna Morza Martwego muł, który obfituje w cenne minerały i mikroelementy, może być przykładem- Morze Martwe jest jednym z 7 naturalnych cudów świata, także nie mam nic przeciwko, aby użyczyło mi choćby cząstki swojej cudowności ;)

 

 A pragnę zaznaczyć, że kto spodziewa się po mydle niczego innego, jak skondensowanej dawki pospolitego, cuchnącego szlamu, ten jest w błędzie- z mułu do stworzenia formuły mydełka zostało wybrane tylko to, co najlepsze, a zatem łatwo przyswajalne przez skórę czyste minerały.


 Muł zaczerpnięty z Morza Martwego to silnie zmineralizowane czarne błoto pochodzenia roślinnego, odkładające się na wolnych od zanieczyszczeń spokojnych wybrzeży Morza Martwego w warunkach intensywnego parowania wody.

 Minerały zawarte w masie błotnej wyrównują naturalny bilans w skórze, regulują wilgotność skóry aby pomóc utrzymać jej optymalny poziomu nawilżenia, wzmacniają odporność skóry, intensywnie regenerują uszkodzone tkanki, regulują łojotok, wspomagają walkę z trądzikiem młodzieńczym oraz przeciwdziałają nadmiernemu rozszerzeniu porów, a także powstawaniu wągrów w przypadkach cery tłustej i mieszanej.


 Kto wyjeżdża w podróż nad Morze Martwe ten wie, że obowiązkowym elementem wypoczynku jest dokładne nasmarowanie się uzdrawiającym błotkiem- od stóp do głów! ;) Bo nie ma chyba lepszego naturalnego panaceum upiększającego, które dawałoby efekty stanowiące poważną konkurencję dla profesjonalnych zabiegów kompleksowych w najdroższych ośrodkach Spa&Welnsess :)

 Mydło marki  Dead Sea SPA Magik jest wyśmienitą alternatywą dla wymagającej i nadwrażliwej skóry alergicznej, która nie toleruje zwykłych kosmetyków oczyszczających- używam tego produktu w przeświadczeniu pełnego bezpieczeństwa, ani razu mnie nie zawiodło, za co jestem mu wdzięczna.
 Pomaga ono wyciszyć moją skórę, gdy przytrafi mi się niechcący ją podrażnić, lub nabawić alergicznych wyprysków- mojego zaufania mydło nie zawiodło, lecz dodatkowo pogłębiło :)


"Czarny Magik", " Mułek", "Czarnuszek"- jak pieszczotliwie nazywam owo mydełko...wersja zależna od nastroju ;P - jest dobrze zabezpieczony przez producenta nie tylko poprzez gruby kartonik, ale i foliową otoczkę.
 Po odpakowaniu pierwsze, co rzuciło mi się w oczy (poza kolorem ;)) był fakt, że kostka jest bardzo twarda, zbita i dość ciężka, jak na swoje niewielkie wymiary.

 Kostka (?) posiada obły kształt, przez co łatwiej i wygodniej jest się nią posługiwać. Piana wytwarzana przez mydło jest bardzo gęsta, kremowobiała, z mikroskopijnymi drobinkami piasku- odetchnęłam z ulgą, gdy to odkryłam...czarnej, czy też szarej mazi nie byłoby tak łatwo domyć ;) Zapach wydzielany przez kosmetyk jest nieznaczny, ale trzeba przyznać, że nieco duszący... na szczęście nie pozostaje na skórze po spłukaniu wodą.

 Dzięki mydłu SPA Magik zawierającym minerały z głębin Morza Martwego moja cera ma zagwarantowane regularne dopieszczanie własnymi mini oczyszczającymi zabiegami domowego SPA ;)

Cera świetnie reaguje na pielęgnację bogatą w skarby Morza Martwego- po umyciu jest jędrna, gładka i wypoczęta, co ujawnia się większą sprężystością oraz jednolitym kolorytem i zdrowym efektem rozświetlenia twarzy :) Nie mam problemu z nadmiernym przetłuszczaniem się cery, pory są dokładnie oczyszczone, przez co tendencja do powstawania wyprysków i zaskórników wyraźnie zmalała.


Skład:

 Sól sodowa oleju palmowego - 1, sól z jąder ziaren palmowych - 2, woda, gliceryna - 2, chlorek sodu - 3, sól tetrasodowa kwasu wersenowego (Tetrasodium EDTA- jedyny składnik, który mi się tutaj nie podoba...), Maris Limus (muł z Morza Martwego)*

* Czyste minerały z Morza Martwego: magnez, potas, wapń, bromek sodu, chlorki i siarczany

Numeracja oznacza źródło surowca: 1 olej palmowy, 2 olej z jąder ziaren palmowych, 3 źródło mineralne

Waga netto: 100 g, cena 24 zł w sklepie internetowym Gillian McKeith


 Jestem bardzo zadowolona z działania mojego "magicznego" czarnego mydełka- polecam go wszystkim osobom poszukującym dobrego kosmetyku upiększającego, który nie przysporzy kłopotu wrażliwej skórze alergika. Kto potrzebuje pomocy z trądzikiem, również może mieć pewność, że sięgnięcie po mydło Dead Sea SPA Magik będzie dobrym wyborem :)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Gdy czekam na fiołki, swoją tęsknotę koję lawendą :)


 Wonne fiołki są kwintesencją  uroku wczesnej wiosny - może i nie należą do najbardziej okazałych i ekstrawaganckich kwiatów, lecz ich intensywnego miodowo słodkiego zapachu nie da się przeoczyć. Tak samo jest z pierwszymi oznakami przybycia pory roku rozkwitu i nowego życia- są subtelne, ale każdy może bez trudu wyczuć, że powietrze jest przesycone tą charakterystyczną aurą, która rozbudza optymizm i radość :)

 Ogrody, parki i zagajniki zalane falą zieleni przetykanej co rusz fioletowymi punkcikami, wiatr przynoszący ich cudowny aromat... bardzo ciężko się powstrzymać przed zabraniem choćby kilku malutkich kwiatków ze sobą, aby cieszyć się ich obecnością na każdym kroku :)

 Kiedy w połowie kwietnia w ubiegłego roku żegnałam wzrokiem fiołki, których czas dobiegł końca, nie przypuszczałam, że rok później wciąż będę  na nie czekać....
 Tęsknotę za kwiatami staram się w jakiś sposób złagodzić- substytutem świeżego bukiecika w porcelanowym wazoniku staje się niemal tak samo fioletowa i miło pachnąca kostka... w drewnianej mydelniczce ;)



 Zapach kwitnącej prowansalskiej plantacji pogrążonej w bezczasie póki co musi zastąpić ten najbardziej kojarzący mi się z prawdziwym polskim sezonem wiosennym :)

  O specyfice marsylskich mydeł pisałam już niejednokrotnie na blogu- moje mydełko pochodzące ze sklepu e-Fiore również wpisuje się w standardy receptury rodem z Francji.


 Sygnowane marką Le Chatelard  marsylskie mydło w 72% składa się z oleju palmowego, gliceryny roślinnej i wyciągu z lawendy, a przy tym nie zawiera tłuszczów zwierzęcych, nie było testowane na zwierzętach, jest biodegradowalne, a swój intrygujący kolor zawdzięcza pigmentom naturalnym....



 Jego wadą jest obecność EDTA w składzie, ale niestety obecnie większość "Marsylczyków" tak już ma.

  Lawendowe mydło marsylskie ma neutralne dla skóry pH oraz właściwości odkażające- może być stosowane jako środek dezynfekujący skaleczenia i otarcia. Wspomaga odbudowę naskórka i bardzo łagodnie oczyszcza bez ryzyka wystąpienia podrażnień. Z tego powodu polecane jest do pielęgnacji cery wykazującej nadmierną wrażliwość i skłonności do reakcji alergicznych, z AZS, trądzikiem czy łuszczycą, a także do higieny intymnej i mycia włosów....

 ... swoich długich włosów zwykle nie mam odwagi potraktować mydłem, bo jednak efekt plątania się kosmyków i ich sztywności jest o wiele większy, niż w przypadku płynnych szamponów.

 Dobrze sprawdzało się od czasu do czasu syryjskie Aleppo ( w połączeniu z płukanką octową, ale po zastosowaniu mydła marsylskiego mam wrażenie, że kolor jest trochę przygaszony, a włosy niezbyt lśniące : /...

 Dlatego wolę jednak najbardziej popularny typ kosmetyku do oczyszczania skóry głowy i fryzury jej towarzyszącej.



 Widoczna na powyższym zdjęciu kostka marsylska posiada wagę 300g, dzięki niej wystarcza na baaaardzo długo :)


 Aby korzystanie z usług takiego olbrzyma było łatwiejsze najlepiej jest podzielić okazałą kostkę na mniejsze części i każdą spożytkować w innym celu: do oczyszczania cery, do kąpieli całego ciała oraz do usuwania miejscowych zabrudzeń z ubrań- nawet tych wyjątkowo uciążliwych.

 Zwykle swoje odłamki, których nie przeznaczam do toalety ciała, ścieram na tarce- w ten sposób zyskuję się wygodne w użyciu mydlane płatki- taka forma będzie idealna w przypadku kąpieli niemowląt i kilkulatków (wystarczy wsypać lawendowe wiórki do ciepłej wody, a następnie włożyć szkraba do wanienki ) oraz do prania jako zamiennik proszku- mydło chroni  nawet najbardziej delikatne tkaniny przed zniszczeniem podczas ręcznego i prania w pralce automatycznej.

 Lawendowe mydło prosto z Francji znaleźć można m.in w sklepie e-Fiore, który własnie organizuje ciekawą akcję promocyjną- od poniedziałku trwa Mydlany Tydzień polegający na tym, że każdego dnia inne mydła naturalne zostaje objęte 20% zniżką (mp. dzisiaj można kupić jeszcze syryjskie Aleppo z zawartością 22% laurie).



 Jeżeli akurat potrzebujecie uzupełnić kosmetyczne zapasy, a chcielibyście spróbować nowego rodzaju mydła w korzystniejszej cenie- lub kupić już sprawdzone i polubione, to e-Fiore będzie dobrym miejscem do odwiedzin :)


środa, 10 kwietnia 2013

Szept cedrowego lasu, mgiełka zbawiennego orzeźwienia na marokańskiej pustyni oraz maślany zachwyt w oczach...- czyli moje mydełka z Lawendowej Farmy :)

 

 Kocham naturalne mydła- od blisko 3 lat z własnego wyboru nie używam żadnych żeli, pianek i innych tym podobnych nowoczesnych wynalazków do oczyszczania twarzy i ciała... i moja skóra dzięki tej tradycyjnej pielęgnacji (którą kolorowe magazyny i telewizyjne reklamy próbują zaszufladkować jako przestarzałą i szkodliwą dla skóry ;]) bardzo dobrze się miewa :)

 Przy usuwaniu rutynowych zanieczyszczeń i resztek makijażu mydełka są wiernymi pomocnikami- jedyny wyjątek czynię w przypadku demakijażu oczu, bo ze zrozumiałych względów, o których nawet malutkie dzieci wiedzą, wolę nie ryzykować kontaktu mydlin z tą delikatna okolicą ;)

 Moimi wielkimi odkryciami ostatniego miesiąca są mydła firmy Lawendowa Farma, które ochoczo stosowałam :)

 O kosmetykach tego kameralnego sklepiku czytałam już dawniej pozytywne opinie lubianych przeze mnie blogerek- to właśnie m.in reniakicia, idalia, Czarodzielnica, naturalozakupoholiczka rozbudziły we mnie ciekawość ukierunkowaną właśnie na Lawendową Farmę...

... ale same wiecie, jak to jest, gdy blogi wzniecą apetyt na zakupy ogromnej ilości świetnych produktów- lista potencjalnych KWC rośnie, rośnie i rośnie... aż staje się bardzo długa, a  każdy kosmetyk musi poczekać na swoją kolej, aby mieć szanse się wykazać ;)

 Zdradzę Wam, że bardzo żałuję, iż wcześniej nie zabrałam się za złożenie zamówienia- jest ku temu kilka bardzo ważnych powodów :)

 Właścicielka Lawendowej Farmy- Pani Ewa Wasilak- dba o to, by autorskie kosmetyki pełne naturalnego dobra wyróżniały oryginalne i chwytliwe nazwy stworzone z fantazją.
 Za każdym razem, gdy przeglądam witrynę sklepiku, nie jestem w stanie powstrzymać mimowolnego uśmiechu na twarzy i fali autentycznej sympatii- bo jak mogłabym nie polubić Krewkiego Ziółka, Krzepkiej Pokrzywy, Panny Dziewanny...
 A te wszystkie mydlane Bobasy- Nagietkowy, Owsiany i Rumiankowy- mają tak sobie leżeć bez opieki i czekać na mnie w nieskończoność...?
 Nawet Czarna Mamba w tak doborowym towarzystwie nie wydaje się szczególnie kąśliwa- mam wrażenie, że na pewno pozwoliłaby się oswoić i pod moim troskliwym okiem stałaby się przymilnym domowym pupilkiem ;)

 Bardzo podoba mi się też nowy wygląd papierowych opasek, którymi jest opatrzone każde mydełko. Projekt jest oszczędny w ozdobniki, lecz ujmujący swoją niewymuszoną elegancją prostej formy... czuć w nim nutkę klasyki w dobrym stylu :)


 A oto wyhodowana w bezpiecznej zagrodzie Lawendowej Farmy urocza trzódka, która towarzyszyła mi każdego dnia przez cały marzec... aż do teraz :)

 Przedstawione poniżej mydełka z Lawendowej Farmy zgłosiłam jako swoich ulubieńców zarówno do plebiscytu Lili Naturalnej na najlepszy kosmetyk naturalny, a także wspomniałam o nich świeżo upieczonej poławiaczce polskich pereł- Angel :)


*


Maślankowe 

 To mydełko jest bardzo uniwersalne- może uprzyjemnić kąpiel w stylu Kleopatry, jak i posłużyć do dokonania regularnej toalety cery dojrzałej, wrażliwej, normalnej... lub niedomagającej z powodu okresowych trudności adaptacyjnych (mój przypadek ;))
  Mydło maślankowe stosuję, gdy mam problemy z nadmiernym przesuszeniem, bądź atopowym zapaleniem cery. Kostka jest idealnie gładka, jednolitego koloru- sprawdza się świetnie zwłaszcza wieczorem, gdy cera potrzebuje odpoczynku :)

 We wdychanym aromacie mydełka przebija się słodycz przywodząca na myśl skondensowane mleko- dopiero po dłuższej chwili kontemplacji nadchodzi przyjemne muśnięcie zmysłów cytryną, cedrem i różą.


Skład:

olej kokosowy,olej ze słodkich migdałów (20%) , oliwa, masło shea, maślanka naturalna (2% tłuszczu), olejek eteryczny cedrowy i cytrynowy, olejek  zapachowy różany, wodorotlenek sodu, woda
*


Cedrowy Las

 Mydło cedrowe stosuję na co dzień w ramach normalizacji wydzielania sebum i do demakijażu twarzy- działa antyseptycznie, wspomaga rewitalizacje skóry.

 To mydełko bardziej unisex'owe, niż mogłoby się wydawać- zapach cedru bardzo dobrze prezentuje się zarówno na damskiej, jak i na męskiej skórze :)


Skład:

Oliwa, olej kokosowy, olej słonecznikowy, olej palmowy, olejek eteryczny cedrowy, olejek eteryczny cytrynowy, wodorotlenek sodu, woda.

* Niestety aktualnie Lawendowa Farma nie ma go w swojej ofercie- jednak co jakiś czas konkretne pozycje powracają do łask, więc mam nadzieję, że tak będzie również w tym przypadku :)

*


Orzeźwiające Maroko 

 Mydełko posiada świeżość tchnącą z jodłowego igliwia doprawioną odrobinką egzotycznej paczuli. Zarówno sama kostka, jak i piana nosi wyraźny ślad marokańskiego zapachu glinki ghassoul (tak, mój nos wyraźnie czuje, że owa glinka ma specyficzny zapaszek ;)) Mam wrażenie, że swoje trzy grosze dodaje również oliwa i olej kokosowy, bo mieszanka w ostatecznym odbiorze jest wyrazista, lecz taktownie wyciszona.

 To mydełko w sam raz dla cery tłustej, mieszanej i trądzikowej- stosuję je, gdy mam problemy z nadmiernym zanieczyszczeniem, zaskórnikami i gdy pojawią się trudno gojące się ropne stany zapalne.

 Jeżeli miałabym wybierać spośród tych mydełek najulubieńsze z ulubionych, to byłoby to właśnie "Orzeźwiające Maroko"!


Skład:

oliwa, olej kokosowy, olej palmowy, olej rycynowy, masło shea, marokańska glinka ghassoul, olejki eteryczne: jodłowy i paczuli, wodorotlenek sodu, woda.


*

 Moje kostki pienią się wzorowo- kremowe, gęste obłoczki mydlane namaszczają skórę z aksamitną łagodnością.
 Porządnie oczyszczają (najmocniej mydełko cedrowe i po marokańsku orzeźwiające), lecz przy stosowaniu prawidłowego systemu pielęgnacji z użyciem toniku i kremu nie powodują absolutnie wysuszenia skóry.
  Nie wywołują u mnie reakcji alergicznych, ani podrażnień- byłabym bardzo zawiedziona, gdyby tak się działo ;)

 Każdy z zapachów jest lekki i subtelny, towarzyszy nam przez max. 30 minut od umycia się, dając jednak pożądane uczucie orzeźwienia- dzięki mistrzowskiemu wyważeniu kompozycji olejków jest to możliwe :)

 Moja cera świetnie reaguje na mydlaną pielęgnację- jest przyjemnie gładka, rozjaśniona i o zdrowym, jednolitym kolorycie. Nie ma mowy o widocznym gołym okiem rozszerzeniu porów, przesuszonych fragmentach z łuszczącym się naskórkiem, blokowaniu porów skóry i wzmożonym wydzielaniu sebum...

... Pełnia harmonii.

  Pozytywnych wiadomości nigdy dość ;) także powiem jeszcze o korzyściach z wyboru mydeł Lawendowej Farmy natury finansowej. Zwykle każda z kostek posiada wagę 110g, a cena wynosi 11.00 zł - jak widać kwota za idealnie naturalne mydełko upiększające nie jest wygórowana :)

  Pani Ewa Wasilak zamieściła na oficjalnej stronie sklepu rady i zalecenia dotyczące korzystania z mydeł- to solidna dawka informacji nie tylko o właściwościach kostek mydlanych, ale i ich genezy: 

" Mydła twarde wszystkie składniki naszych mydeł poza wodorotlenkiem sodu są jadalne; tworzymy je ręcznie, w małych partiach, z należytą starannością. By mieć pewność, że są tak łagodne, jak to tylko możliwe, stosujemy dyskont (obniżkę) wodorotlenku , a to znaczy, że dajemy go mniej niż wynika z obliczeń, ale dzięki temu gotowe mydło ma odczyn ph=8, czyli lekko zasadowy. Jeśli akurat nie używasz mydła, przechowuj je w chłodnym miejscu, najlepiej bez dostępu światła. Pamiętaj, by mydło, którego akurat używasz, odkładać do ażurowej mydelniczki, tak by nie pływało w wodzie. Mydło ręcznie tniemy na kostki, stąd waga poszczególnych  kostek może się nieznacznie wahać (±5g). Każda nowo powstała partia mydła leżakuje minimum trzy tygodnie, w tym czasie mydło  traci wodę i uzyskuje pożądaną twardość i łagodność. Mydła robione metodą na zimno często na swej powierzchni mają biały nalot, który powstaje podczas reakcji zmydlania, a jego ilość zależy od dostępu powietrza do mydlanej mieszaniny, temperatury reakcji i otoczenia, jak również rodzaju tłuszczów tworzących mydło. Taki nalot to po prostu inna forma mydła i nie jest niczym niebezpiecznym, chyba że na mydle wystąpi nalot wodorotlenku sodu, który w nadmiarze dodano do reakcji i taki nalot jest drażniący dla skóry, ale to poczujesz od razu po użyciu (pieczenie i szczypanie)."

 Wszystkie wskazówki oczywiście miałam na uwadze w trakcie używania moich pierwszych w życiu mydełek z Lawendowej Farmy.


  Te 3 debiutanckie sztuki są moim największym mydlanym odkryciem od czasu syryjskich Aleppo - które uwielbiam!- a także mydeł poczciwej Alterry, IProvenzali oraz Ma Provence...
 W konkurencji z mydełkami Lawendowej Farmy trzy ostatnie muszą jednak spasować, bo sprawdziła się - na szczęście! :)- zasada "cudze chwalicie, a swojego nie znacie" ;)

 W związku z tym postaram się w przyszłości skupić uwagę na polskich propozycjach pielęgnacyjnych kameralnych, przytulnych mydlarni prowadzonych z pasją - m.in Joanny z bloga Mydła Naturalne, Lawendowej Farmy ... a może i do tego zacnego grona dołączy Tuli?

 O tym wolę zadecydować, gdy przestudiuję dokładnie recenzje blogerek (większa recenzja kroi się w najbliższym czasie m.in. u Balbiny Ogryzek)- porównam je i wnioski wyciągnę mając na uwadze typ mojej cery :)

 Moje Drogie, czy możecie mi polecić mydła Lawendowej Farmy, które według Was w pierwszej kolejności powinnam wziąć pod uwagę przy zakupie?

Mam nadzieję, że mi pomożecie i podzielicie się doświadczeniami :)

 A jeżeli pierwszy raz słyszycie o tym internetowym sklepiku, to zachęcam Was do zwrócenia uwagi na ofertę Lawendowej Farmy, bo jest to według mnie mydlarnią wyjątkową- uwielbiam ten naturalny i swojsko przytulny klimat sklepiku internetowego, śliczne zdjęcia kosmetyków, które z najdrobniejszego niuansu estetycznego koloru i faktury potrafią uczynić spójną całość.


  Mrugające do mnie z ekranu mydełka, balsamy - zarówno twarde, jak i miękkie - plastry ziołowe, czyszczące plastelinki, szampony, maseczki glinkowe, balsamy-cukierki do smarowania ust, a także wonny mix'ie masełek shea... - szykujcie się, przybywam! :D

środa, 3 kwietnia 2013

Czarny książę Maroka z różowym przyodzieniem...

   Gdyby dosłowność tytułu miała ujście w wizualizacji, to ów widok byłby całkiem... niecodzienny ;) Ale nie mam zamiaru analizować dziś mody z różnych stron świata- fantazyjne słowa wstępu mają metaforyczny wydźwięk. Wyjaśnię, że "czarnym księciem Maroka" jest egzotyczne savon noir, zaś jego symbolicznym "różowym przyodzieniem"- olejek pozyskany z róży damasceńskiej...  Może i z liryczną samowolką nie utrafiłam, ale wiedzcie, że to połączenie okazuje się niezwykle udane i do twarzy z nim będzie dosłownie każdemu :) Zaproście "marokańskiego księcia" do swojego domu, a sami się przekonacie, że nie ma sobie równych w zmysłowych rytuałach SPA, bo po królewsku rozpieszcza ciało ;) Używałam już wersji savon noir bez jakichkolwiek dodatków i byłam nim zachwycona... do czasu, aż poznałam przyjemniaczka roztaczającego aromat wprawiający mnie w iście różowy- bo radosny- nastrój ;)
 Moim zdaniem kosmetyk wzbogacony olejkiem różanym jest prawdziwym ukoronowaniem pielęgnacyjnego rytuału- zasługuje na królewskie uznanie, bo cera po jego zastosowaniu jest szlachetnie czysta :)

 Zarówno ten specjał, jak i stanowiąca wdzięczne tło zdjęć rękawica z sizalu ;), pochodzą ze sklepu e-Fiore. Dzięki konkursowi testerskiemu nadal macie szansę wygrać nie tylko różane savon noir, ale i zestaw niezbędny do pełnego wykonania domowych zabiegów upiększających - zachęcam do wzięcia udziału w zabawie zwanej "Konkurs posmarowany czarnym mydłem i posypany różami" (szczegóły na blogu "Opowieści naturalnej treści":))

Zapraszam też na dzisiejszą recenzję duetu savon noir + rękawica sizalowa- sprawdźcie, do czego może posłużyć :)

wtorek, 26 marca 2013

Pachnące rajem pyszności w obłoczku śmietankowej lekkości


 Śmietankowy krem lodowy, biszkopt pistacjowy i cukrowo-różowa posypka...?

 To nie jest, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, lodowy tort mistrza cukierniczego fachu... to dzieło stworzone rękami znawczyni mydlarskiej sztuki :)

Jej wonne cuda kąpielowe nie tylko cieszą oczy i powonienie, ale i skórę, która podczas mycia doświadcza prawdziwie rajskich doznań :)


 Joanna- autorka mydlanych wspaniałości oraz bloga ( do  którego zapraszam Was serdecznie :))- potrafi sprawić, że  roślinne olejki, mineralne glinki owocowo-kwiatowe dodatki wedle prawideł samodzielnie opracowanych receptur przemieniają się w wyjątkowe kosmetyki.





  Prowadząc blog Mydła NaturalneJoanna wszystkie swoje dokonania uwiecznia w fotografii i słownym opisie, więc każdy może zachwycić się jej niebywałym talentem i precyzją pracy.

 Mydło lemongrasowe- jedno z nowych wytworów Joanny, na powyższych zdjęciach (również wykonanych przez Joannę) prezentuje się dostojnie, jak na mydlarską znakomitość przystało ;) Co prawda Joanna nie była do końca zadowolona z efektu kolorystycznego, jaki dała zielona glinka nabyta u innego niż zwykle źródła - ale cóż, tak to jest, jak się jest absolutną perfekcjonistką w swej pasji :)


 Według mnie niuans barwny to drobiazg- tak naprawdę liczy się główny obiekt zainteresowania, a zatem samo mydełko. Tak się składa, że otrzymałam kostkę, odkrojoną z bloku wypełniającego świeżutką formę "handmade", w ramach konkursowej wygranej, także mogę się podzielić swoimi wrażeniami ze stosowania :)

środa, 13 lutego 2013

Moja własna mała medytacja... - o kąpieli, która wpływa na myśli, emocje i uczucia

The Bath - Alfred Stevens
  Aromatyczna kąpiel to właśnie ta pora w trakcie całego dnia, gdy pod wpływem niebiańskiego relaksu i wszechogarniającej błogości pozwalam myślom na wytchnienie.
  Dla mnie chwila zanurzenia się w rozkosznie ciepłej wodzie jest jednym z najcudowniejszych zmysłowych doświadczeń, które- choć pozornie drobne-stają się początkiem niesamowitej przyjemności. Tafla wody okryta obłoczkiem kremowej piany i naturalnie pachnąca kwiatami, ziołami, bądź owocami... to najlepsze lekarstwo dla duszy i ciała.

 Mimowolnie przenikając wzrokiem rozgrzane opary, wdychając zachwycające niezmiennie aromaty, zagłębiam się w sobie... coraz dalej i dalej...aby dotknąć zakamarków świadomości, które zwykle zaniedbuję przedkładając rzeczy "pilne","ważne" i "niezbędne", a próbujące schwytać mnie w sidła rutyny.
  Moja własna cowieczorna medytacja pozwala pogodzić się z rzeczywistością, znaleźć w niej dobro...i czuję, jak ziemski świat staje się miejscem, w którym łatwiej żyć.

 To zarazem zaproszenie dla najbardziej fantastycznych nocnych marzeń sennych, dzięki którym symbolicznie dotykam swojej wewnętrznej natury: jestem prawdziwie wodnym stworzeniem urodzonym pod wodnym znakiem, w którego oczach odbijają się wodne barwy, o usposobieniu podobnym wodzie... i- nota bene- w większości składającym się z wody... Zatem wszystko, co wiąże się z wodą, jest mi bliskie.

  Wiem, że bardzo daleko mi do wschodniego ideału jogini, która w religijnym zapomnieniu opuszcza cielesne ramy, stając się częścią absolutu...- niedoścignionego wzoru pokonywania ludzkiej słabości. Nieśmiało szukając choć krztyny podobieństwa łączącego moją osobę z ową mistyczną doskonałością, mogę jedynie stwierdzić: szanuję to, czego nie jestem w stanie objąć rozumem, staram się ćwiczyć sztukę kontemplacji, kocham obcować z żywą przyrodą i... używam w trakcie kąpieli ręcznie wytwarzanego nepalskiego mydła z bzem i lawendą o nazwie "Yogini".

wtorek, 12 lutego 2013

Różana kobiecość


 Każdy powinien przykładać szczególną wagę do utrzymania odpowiedniej higieny i pielęgnacji-  najbardziej wymagająca pod tym względem jest kobieca sfera intymna.
 Te najwrażliwsze okolice naszego ciała są szczególnie narażone na zakażenia, co wynika z ich budowy anatomicznej, funkcji życiowych i hormonalnych zmian, którym podlegają.
 W zapobieganiu infekcjom okolic intymnych bardzo wiele zależy od tego, jak szybko będziemy umiały rozpoznawać i przeciwdziałać dolegliwościom- choć zazwyczaj znamy własne potrzeby, zdarza się, że mimo to nie umiemy poradzić sobie z przykrymi dolegliwościami.
 Gdy pojawiają się bolesne objawy, wówczas oczywiste się staje, że coś ważnego w zakresie dbałości o zdrowie nam umknęło...
  Lepiej zapobiegać, niż leczyć- dlatego tak ważna jest odpowiednia dieta, dobór tkanin odzieży, a także preparatu myjącego.

  Bardzo często popełnianym błędem jest niszczenie naturalnej mikroflory bakteryjnej przez używanie nieodpowiednich środków myjących, co ułatwia bakteriom i wirusom wnikanie w głąb pochwy.Na rynku jest wiele rodzajów żeli i mydeł skierowanych specjalnie dla kobiet- osobiście polecam produkty o formułach stworzonych na bazie łagodnych ekstraktów, np. różane mydło syryjskie w kształcie kuli, które zawiera naturalne surowce roślinne o działaniu niszczącym wszelkich pretendentów do miana "zaraźliwego aktywisty".

sobota, 2 lutego 2013

Poczciwy marsylski "szaraczek" :)


Utrzymując dziś francuski klimat pragnę przedstawić Wam kolejne szare mydło- tym razem rodowicie marsylskie :)
 Widoczne powyżej owinięte w celofan mydło na bazie oleju palmowego i z dodatkiem "marokańskiego złota", czyli olejku arganowego pochodzącego z biologicznych upraw, posiada uniwersalne zastosowanie, jednak osobiście polecam je zwłaszcza właścicielom skóry wrażliwej, dojrzałej, alergicznej i suchej. Można je stosować również przy chorobach skórnych, np. egzemie, łuszczycy i wypryskach.

 Przypomnę przy tej okazji, że oryginalne Savon de Marseille, przygotowywane od wieków według tradycyjnych receptur, jest produktem w 100% naturalnym produkowanym wyłącznie na bazie roślinnych olei: palmowego i kokosowego, bez żadnych sztucznych dodatków i barwników. Gotowy produkt aby uzyskał akceptację komisji i sygnaturę prawdziwie tradycyjnego wyrobu, musi zawierać koniecznie 72% roślinnych olejków. Mydło takie nie tylko jest wysokim jakościowo i niedrogim środkiem do utrzymywania higieny osobistej osób w każdym wieku- od niemowlęcego po starczy- ale również do prania ubrań z delikatnych tkanin.

 Pracownicy prowansalskiej mydlarni Savonnerie- z której pochodzi główny bohater tego posta- to grupa specjalistów o artystycznych duszach, wierzących w słuszność naturalnej pielęgnacji i szanujący mydlarski ceremoniał. W wyniku ich doświadczenia i trudu podziwiać i stosować możemy ofertę ręcznie wykonywanych i krojonych mydeł naturalnych o fantazyjnych aromatach i zaskakujących barwach.

czwartek, 24 stycznia 2013

Włoskie mydło mi się zamarzyło...do wyboru, do koloru- na poprawę nastroju :)


 

  Naturalne mydełka są tym rodzajem kosmetyków, które nigdy mi się nie nudzą- wystarczy dobrać inny i już odświeżająca odmiana zagwarantowana :) Poczciwe kostki wolę po tysiąckroć od żeli pod prysznic.

 Ostatnio wypróbowałam dwie propozycje I Provenzali, którą poznałam w wakacje od strony bardziej luksusowej (czyste masło Argan Bio), a że byłam zadowolona, postanowiłam zaufać roślinnym kosmetykom włoskiej marki ponownie :)
Kierując się zarówno potrzebami skóry, jak i moim upodobaniom, zdecydowałam się na mydła: pielęgnacyjne z zieloną glinką (200g) oraz typowo toaletowe, pachnące płatkami świeżo rozkwitłej róży (100g).

 Mydła do pielęgnacji higieny osobistej marki I Provenzali wyprodukowane zostały według  tradycyjnej rzemieślniczej metody mydlarskiej, pochodzącej z Prowansji Liguryjskiej, a dodatkowo ręcznie pokrojone i spakowane. Każde z odznaczających się osobliwym charakterem mydeł posiada wysoką zawartość składnika przewodniego, który widnieje zarówno w nazwie kosmetyku, jak i w formie gustownego rysunku na opakowaniu.

 Mydełka I Provenzali mają ogromną ilość wariantów zapachowych, zarówno klasycznych, np. oliwka, karite, kokos, lawenda, jak i bardziej oryginalnych- bo czy słyszeliście kiedyś o mydlanym połączeniu winogrona i jeżyny, werbeny i cytryny, czy też... malwy i sałaty?(!) :) Wszystkie kostki są perfumowane naturalnymi olejkami zapachowymi i barwione mineralnymi pigmentami- dzięki temu możemy mieć pewność, że owe barwy tęczy i wonie świata przyrody nie są jedynie plastikową zmyłką.

środa, 16 stycznia 2013

Prowansja, jakiej jeszcze nie znałam...


 Wiele razy na blogu poruszałam temat naturalnych kosmetyków pochodzących z francuskiej Prowansji, przedstawiałam wypróbowanych reprezentantów... tym razem pora na  Prowansję w "perłowej" odsłonie ;)

 "Perłowej", bo wiele produktów z gamy kolejnej firmy to prawdziwe perełki wśród kosmetyków pielęgnacyjnych, które bazują na czystych olejach i esencjach roślinnych.

 Marka Perle de Provence, bo o niej mowa, powstała dzięki Claude'owi de Tomasi, który wraz z pomocnikami zajmuje się wytwarzaniem oliwy z oliwek- z pasją, rygorystyczną precyzją i szacunkiem do ludzi oraz przyrody. Dzięki usilnym staraniom, aby domeną ekologicznej plantacji de Tomasi'ego była jakość, a nie ilość pozyskiwanego surowca, powstaje oliwa o rzadko spotykanej czystości i pełni swych dobroczynnych właściwości. Marka udowadnia, że możliwe jest pogodzenie tradycyjnych procesów tłoczenia na zimno oraz najnowszych technologii produkcji - umiejętnie użyte pozwalają zapobiec utlenianiu oleju i  niemal całkowicie zniwelować kwasowość produktu (wskaźnik poniżej 0,3 g / l).

 Powodzenie tej misji doceniają niemiecki BDIH i francuski Cosmebio, które sygnują i darzą swym poparciem kosmetyki  Perle de Provence, gdzie trafia owa cenna oliwa.

 W recenzji przybliżę Wam sylwetki dwóch poznanych przeze mnie kosmetyków firmy, o których zdążyłam już wyrobić sobie zdanie. Są to Dolce Natura- uniwersalny  żel oczyszczający do ciała, a zarazem szampon pozbawiony olejków eterycznych oraz znane mi dobrze oliwkowe mydło z zawartością 5% oleju laurowego.

niedziela, 16 grudnia 2012

Za oknem- zima... a w łazience- lato!


 Czy wśród wszystkiego, co w okresie przedświątecznym jest "specjalnie" i "wyjątkowo" edytowane by wpasować się w zimowe okoliczności,  jest miejsce na coś, czego sensu istnienia nie wyznacza "myśl o"...?

  Aromat letniego powietrza, który znaleźć możemy w mydełku Organic Botanics, to odskocznia od wszędobylskiego obecnie zapachu korzennych przypraw, bakalii, pomarańczy, makowej i marcepanowej masy, które w sferze kulinarnej chyba najpowszechniej są uznawane za "prawdziwie" świąteczne... A z kuchni już krótka droga do kosmetyczki, bo, jak pewnie zauważyłyście, większość okolicznościowych edycji limitowanych od znanych marek kosmetycznych inspirowana jest właśnie stołowymi pysznościami  ;)
 Z zasady nie daję się skusić "ciasteczkowym" i "cukrowym" balsamom z mikołajkami, choineczkami, gwiazdeczkami i innymi tego rodzaju uroczymi motywami-  one nie wpływają jakoś znacząco na moje poczucie Świąt... ;)
 Wyjątkiem jest szarlotkowa świeca do masażu Aplejack Orli ( o której już pisałam :)) oraz migdałowa świeca I Provenzali ( o niej niedługo napiszę ;)), które wpisałam do planu grudniowej pielęgnacji, a które rzeczywiście przyjemnie wtapiają się w specyficzną atmosferę tej pory w roku :)

środa, 21 listopada 2012

Mydło wybitnie kobiece oraz kilka słów o atrybutach damskiej urody


 My-przedstawicielki płci pięknej- zostałyśmy obdarzone konkretnymi atutami, aby czerpać z nich dumę!
Oczywiście niebagatelnym czynnikiem jest szeroko pojęta praktyczność owych darów, lecz ile przyjemności potrafią dostarczyć choćby w dziedzinie estetyki? ;)

Odpowiednie kosmetyki, bielizna, dieta, ujędrniające masaże oraz fitness'owe triki to najprostszy sposób na zachowanie jędrnego, gładkiego biustu.
 Dekolt - niestety- dość wcześnie poddaje się procesowi starzenia, co objawia się plamami pigmentacyjnymi i zmarszczkami, dlatego też trzeba mu zapewnić szczególnie troskliwą pielęgnację. Lepiej zapobiegać niż leczyć, zatem weźmy sobie do serca już za młodu dobro jednego z naszych sprzymierzeńców :)

 Dzisiejszym tematem będzie odpowiednia pielęgnacja naszych dekoltów- zapraszam :)

niedziela, 28 października 2012

Oliwy dodatek = urody zadatek (?)


  Nie trzeba - mam nadzieję ;)- nikogo przekonywać do tego, iż doglądanie codziennej toalety jest niezbędne. W tym celu mamy do dyspozycji cały arsenał mydeł mniej, lub bardziej efektywnych w swym pielęgnacyjnym działaniu... lecz o tym dowiadujemy się zwykle dopiero w trakcie użytkowania( chyba, że ktoś przezornie sprawdzi skład ;) )

 Już nie raz i nie dwa dawałam upust mojej słabości do wszystkiego, co ładne, przyjemne i schludne... cóż, taką mam już naturę czułą na ładne opakowania i umiejąca docenić sprytne zamysły projektantów ;)
 I dlatego właśnie kolejny raz dostałam nauczkę, że "książki nie poznaje się po okładce"- a kosmetyku tym bardziej.

 Spójrzcie sami na widoczne na głównym zdjęciu mydełko i towarzyszący mu kartonik.
 Niby drobiazg, a jednak wszystko w nim jest dobrze ze sobą zgrane i choć skromne, to jednak estetycznie satysfakcjonujące( to oczywiście moje osobiste odczucie ;))

Otóż to miło zapowiadające się mydełko o ładnym opakowaniu ze zgrabnym rysunkiem oliwnej gałązki mnie zwiodło.

 Może nie całkowicie- ale jednak, bo nazwa "Mydło oliwkowe", a przy tym wybitnie oliwkowa oprawa graficzna zobowiązuje...

piątek, 12 października 2012

Oczyszczanie z herbacianym akcentem


  Anglicy znają się na tym, co dobre- również w dziedzinie naturalnej kosmetyki ;) To właśnie im zawdzięczamy dobrze znane na świecie perełki: Figs&Rouge, Essential Care, NATALIA Vital Touch czy też Herbpharmacy. 

  Dziś wspomnę o innej firmie z wyspiarskim- a na dodatek żeńskim- rodowodem, a mianowicie o Faith in Nature.
   Założycielką marki jest mieszkająca w Edynburgu Rivka Rose, która stawiła czoła promowanym intensywnie konwencjonalnym markom i zaoferowała światu swój wkład w promowaniu naturalności na kosmetycznym rynku. Czyniła to z własnymi zasadami, które nie popierały niszczącej eksploatacji Natury.

 Słynne stały się jej słowa, w którym oznajmia:

  Od najwcześniejszych dni mego dzieciństwa Wiara w Naturę, wraz z wartościami etycznymi, w oczywisty sposób stała się urzeczywistnieniem moich marzeń.

  Faith in Nature w Polsce jest co prawda mniej znana, ale jak najbardziej zasługuje na uwagę, gdyż łączy umiejętnie naturalnie czystą listę certyfikowanych składników z przystępnymi cenami oraz nie testuje swych produktów na zwierzętach.

 Używałam dotychczas dwóch propozycji kosmetycznych: mydełka organicznego z olejkiem z drzewa herbacianego oraz szamponu do włosów z wyciągiem z granatu, a w dzisiejszej recenzji zajmę się pierwszym z nich :)

środa, 10 października 2012

Laur zwycięstwa należy się...

LaurelAlphonse Mucha

 Budującym jest fakt, że żyjąc w XXI wieku, w dobie wszechstronnej nowoczesności i zaawansowanych technologii wciąż jest miejsce na prostotę tradycyjnych metod.

 Pradawna wiedza zaczerpnięta z bezpośredniego obcowania z naturą wciąż wpływa w pozytywny sposób na ludzkie doświadczenia- to piękne :) Nisza zielarstwa i naturalnej medycyny wciąż znajduje nowych zwolenników, którzy zawdzięczają jej harmonię zmysłów, zdrowie i piękno.

 Jednym z kosmetyków, którego moc płynącą z przyrody przekazywano z pokolenia na pokolenie jest syryjskie mydło oliwkowo- laurowe, na temat którego już nie raz się wypowiadałam w superlatywach (nic na to nie poradzę, że je po prostu pokochałam od pierwszego użycia ;) )

 Syryjskie Aleppo ma niejedno oblicze- w trakcie mej kosmetycznej podróży po świecie Natury miałam okazję poznać osobiście wersje mydła o różnym stężeniu oleju, jednak tym, które najlepiej radzi sobie z moim typem cery, jest Aleppo o 50% zawartości drogocennego oleju laurowego.

 Według mnie- i pewnie według wielu osób borykających się z problemami alergii i wszelkimi postaciami trądziku- zasługuje on na honorową dekorację, jako zwycięzca wielowiekowej walki o zdrowe piękno :)

sobota, 6 października 2012

Zanurzając się w cytrusowej toni...

Just peeled  Debra Sisson
  Świeżo, intensywnie i urzekająco- zupełnie jak cząstki owocu dopiero co wydobyte z lśniącej łupiny... Amerykańskiej malarce Debra Sisson udało się idealnie uchwycić w wibrującym światłem oranżu niezwykłość pomarańczy- niemal widzi się zaklęty w niej cud aromatu.

   Nie tylko tej utalentowanej kobiecie się udała ta sztuka- również zespół komponujący mydła LAVEA okazał się kreatywnością jedno z toaletowych mydełek w idealny sposób pachnie tak, jak pierwowzór. Mowa o mydle "Len i pomarańcza", które naturalnie leczy suchą skórę, a przy tym ślicznie pachnie. Zażywając kąpieli wśród tego królewskiego aromatu w gąszczu myśli, uładzonym przez jego subtelną moc, można odnaleźć najpiękniejsze wspomnienia, marzenia i emocje :)

piątek, 5 października 2012

Tak właśnie pachnie szczęście- wSPAniale! :)

 Zapewne chandra sprowokowała geniusz Alberta Einstein'a do wysnucia wniosku, iż:

" życie niemal na pewno ma sens"
...

  Gdy dopada ponury syndrom "niechciejstwa" trzeba nie lada mocy, by utemperować wolę. Kawo- i czekoladoholiczki trzeźwo oceniają wówczas swoje szanse na wygraną i traktują nieproszonego gościa arsenałem niezawodnego systemu motywacyjnego:


 Zakochane w stylizacji fashionistki oraz zwolenniczki rygoru i diety dopatrują się jednak luki w owym kodeksie i upominają, iż dłuższą metę trzeba zwłaszcza z kakaową słodyczą uważać, bo...


A żegnać się z ukochaną odzieżą chyba nie chcemy... ;)

  Zdarzają się również bardzo radykalne zwolenniczki wszystkiego, co zawiera czekoladę.
 Są one podejrzewane przez władze o szerzenie kakaowej propagandy, lecz one ostentacyjnie w nosie mają opinię otoczenia, a ich motto brzmi:

    
... jest ten swag ;)

  Zdarzają się również kobiety, które uświadomiły sobie kilka faktów i są przekonane, że czekolada niezależnie od okoliczności jest najlepszym sprzymierzeńcem w damskich smuteczkach- zdecydowanie lepszym niż facet, ponieważ:

Czekolada Cię nie krytykuje
 Czekolada nigdy nie zadaje głupich pytań,
 Czekolada nie będzie Cię oszukiwać.
 Zawsze wiesz, gdzie była Twoja czekolada.
Czekolada nie potrafi Cię opuścić- i wzajemnie

A przede wszystkim ...


  Niektórych może zdziwić  dzisiejszy wstęp... ale nie mogłam się oprzeć, by nie uczcić jakoś Światowego Dnia Uśmiechu :)

  Obrazki prześmiewczej retro-serii bawią mnie do łez- to pomysłowe połączenie rezolutnych, a czasem wręcz bezczelnych tekstów z cukierkowymi wizerunkami ideałów tworzy interesujący kontrast;)

  Poza udanymi żartami jest jeszcze kilka rzeczy, które skutecznie potrafią poprawić humor nawet przy solidnym ataku chandry- z pewnością zaliczają się do tej kategorii wonności roztaczane przez kosmetyki, działające niczym kojąca terapia... a gdy upiększające specyfiki mają zapach czekolady, to już absolut szczęścia zostaje osiągnięty ;)

 Przedstawię Wam zestaw domowego Spa, pod wpływem którego endorfiny aż buzują :)