Słyszałam i czytałam wiele ciepłych słów o białej herbacie, lecz dotychczas nigdy nie wstąpiłam do herbaciarni z twardym postanowieniem "Tak!! Biała herbatko, będziesz dziś moja!" ;)
Możliwe, że wynikało to z rutyny ( ehh, jak ja nie lubię tego słowa ;) ), bo jednak największym "wzięciem" cieszy się w skali masowej czarna herbata, dopiero za nią plasują się - zarówno w czystej, jak i kompozycyjnej odsłonie- herbaty zielone ( moje ulubione!), czerwone, żółte, ulung i białe.
Postanowiłam wreszcie przełamać ten niezbyt chwalebny stagnacyjny zwyczaj- dziś zatem napiszę co nieco ogólnie o białej herbacie, oraz o skosztowanej przeze mnie odmianie Pai Mu Tan oraz ( mniej, lub bardziej dygresyjnie, acz wciąż w pewnym związku ;) ) o muzyce świetnie komponującej się z rytuałem degustacji :)













