Wierni czytelnicy- przyłącz się! :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aromaterapia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aromaterapia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wielki błękit letniego wieczoru- niebo i morze zespolone lawendą


 Wakacyjny czas kojarzy się większości z beztroskim odpoczynkiem pod gołym niebem i nad wodą zapraszającą do kąpieli- sama nie jestem wyjątkiem :)
 Na myśl o lecie automatycznie zapala się w moim mózgu obraz morskiego wybrzeża w najwspanialszej odsłonie: niebo malowane wieczornymi barwami, piasek nagrzany w trakcie dnia, słona bryza muskająca policzki... i to cudowne poczucie letniego relaksu...

 Na takie doznania warto czekać- choćby i cały rok ;)

 Idąc tokiem tych rześkich skojarzeń nie mogłabym nie wspomnieć o ostatnio poznanym- i już zmydlonym do cna ;) - wyjątkowym duecie lawendowych mydełek handmade, łączącym moje wyobrażenie o jedności wakacyjnego nieba i morskich fal zgodnie odbijających lawendowy odcień fioletu, sygnalizujący rychłe nadejście nocy i oswobodzenie z dziennego skwaru :)

 Lawenda symbolizuje ziszczenie marzeń i snów, a także błogie zapomnienie i rozwianie wszelkich obaw- pamiętajmy jednak, że w mglistej i raczej intuicyjnej sferze tajemniczych symboli i znaków tkwi zawsze sens przekładający się na prawdę życiową :) 
 Otóż lawendowe opary rzeczywiście łagodzą stres, rozwiewają złe myśli, pozwalając nam zaczerpnąć przyjemności płynącej z uczucia czystości i troskliwości płynących z natury.
 Zapach ten koi umysł i pomaga przy trudnościach w zasypianiu, co daje fantastyczny efekt podczas wieczornych kąpieli. Istnieje wiele sposobów, aby się o tym przekonać - wie o tym również Joanna prowadząca blog Mydła Naturalne, która swoje mydlane kompozycje często przyprawia m.in. orzeźwiającą mocą lawendy, którą- jak można wyczytać we wpisach- uważa za jedną ze swych ulubionych :)

 Lawendowe mydełka Joanny są nie tylko urzekająco dekoracyjne, ale i praktyczne. Można bez obaw stosować je do pielęgnacji całego ciała- zachwycone będą nimi zwłaszcza osoby o cerze problematycznej: trądzikowej i mieszanej, ze względu na walory antybakteryjne i przeciwzapalne, których naturalna siła zostaje delikatnie złagodzona przez oleje bazowe- służy to lepszej tolerancji oczyszczającego potencjału kosmetyków przez osoby o wrażliwej na podrażnienia skórze.

Olej kokosowy, olej rycynowy, olej palmowy, wosk pszczeli oraz oliwa z oliwek z dodatkiem naturalnego olejku eterycznego z lawendy- to najbardziej charakterystyczne składniki stosowane przez Joannę do wykonania mydlanych cudów, których kolor dla uatrakcyjnienia doznań wizualnych zawsze zostaje wzmocniony naturalnymi barwnikami pochodzenia mineralnego. 

 Chciałabym Wam przedstawić pięknie mieniące się fioletem mydła, które ostatnio podbiły moje serce... i zyskały zarazem aprobatę kapryśnej cery ;)

 Oto mydła nasycone pielęgnacyjną mocą przyrody, które w lawendowym stylu reprezentują dwa nadmorskie żywioły- wodę i powietrze :)


  W sfotografowanym przez Joannę wiklinowym koszyku pysznią się mini-babeczki mydlane, przyozdobione motywami oceanicznymi. Na fioletowej, dekoracyjnie karbowanej powierzchni znajdziemy symbole morskiej toni i dna: rybki, rozgwiazdy, pławikoniki, muszle - gotowe do kąpieli urozmaiconej bajeczną zabawą :) 

 Nie tylko kreatywne wykorzystanie wizerunków wodnych stworzeń stanowi o wyjątkowości tego mydlanego patentu- na mini-babeczki składają się dwie różne nuty zapachowe i dwa osobno wykonane elementy, dzięki sztuce mydlarskiej połączone dla wykonania jednego produktu.


 Moja własna babeczka- choć malutka- to jednak wykazywała się wielkim hartem ducha i walczyła dzielnie z niedoskonałościami mojej cery, pieniąc się groźnie pod wpływem wody i czyhając na wrogą bakterię wszelakiej maści ;) Nie byłoby to oczywiście możliwe bez tak doborowego  zestawu składników, o jakie postarała się jej zacna autorka.

 Już dawno zauważyłam, że naturalne mydła wpływają o wiele lepiej na moją skórę niż inne środki do oczyszczającej fazy pielęgnacji. Wszystkie mleczka, żele, pianki i płyny micelarne odpadają w przedbiegach...no, może z wyjątkiem miceli, bo cóż innego lepiej poradzi sobie z delikatną okolicą oczu i makijażem jej właściwym? ;) 


 A oto pastelowe kostki, które powstały pod wpływem fascynacji jednym z pierwszych wiosennych dni, który zdawał się być odpowiedzią na tęsknotę  za ciepłym wiatrem i jasnym niebem.

 Autorka przytacza na blogu skomplikowanie brzmiącą( przynajmniej dla mnie, jako DIY-owego laika kosmetycznego ;)) procedurę stworzenia takich dwuwarstwowych mydełek- otóż dolna warstwa pachnąca lawendą zostaje wykonana przez Joannę "na zimno" przy użyciu z oliwy z oliwek, oleju palmowego, oleju rycynowego, wosku pszczelego i naturalnego olejku eterycznego z lawendy, a górna (czyli obłoczek ;)) powstaje dzięki ubijaniu oleju palmowego, oleju kokosowego i oliwy z oliwek z dodatkiem naturalnego olejku eterycznego z trawy cytrynowej.

  Kostki zostały nazwane"Lawendowa bryza"- gdyż, jak to sama Joanna stwierdziła,"(...) kostki te kojarzą mi się z niebem w środku lata z niewielkimi białymi chmurkami..." :)

 Mój egzemplarz- jak widać na poniższym zdjęciu ;)- w chwili uwiecznienia był już trochę wysłużony.  Jego "niewyjściowy" stan jest spowodowany intensywną eksploatacją, jaka przeprowadzałam wytrwale przez -bagatela - 2 tygodnie.
 Z ukończeniem kostki uporałam się przed kilkoma dniami, także podsumowując- ok. 100 gramowa "Lawendowa bryza" służyła mi do codziennej toalety twarzy przez miesiąc. Wynik niczego sobie :) A żeby słowom stało się zadość ;)- były już zdjęcia mydeł a'la"nowiutkie- świeżutkie"- to teraz dla odmiany "zapracowane-ale zadowolone" ;P :



 Uczucie absolutnej czystości, nieskazitelny wygląd cery, dobre samopoczucie- nie zmącone żadnymi dolegliwościami ;) - i towarzysząca nam po dokonaniu toalety nutka lawendowej świeżości- dla tych wrażeń warto zadbać o wzorową pielęgnację skóry przy pomocy naturalnych mydeł... A gdy mamy świadomość, iż są one własnoręcznie stworzone przez utalentowanego mydlarza z uczuciem i pasją- wówczas tym bardziej można docenić wartość naszego wyboru :)

 Zapraszam wszystkich nie tylko do czytania bloga Joanny, gdzie można śledzić na bieżąco jej mydlane "czary mary";) , ale i do odwiedzin w bydgoskim Muzeum Mydła i Historii Brudu, gdzie można wzbogacić swoją wiedzę o sztuce mydlarskiej (i nie tylko ;)) , a także nabyć małe arcydzieła wydobyte z foremek Joanny :)



niedziela, 7 kwietnia 2013

Magia zapachu w zestawieniu z urokami stosowania... czyżby czekało na mnie "Kochanie Nieskończone"?


O marce SpaRitual, której produkty można kupić w sklepie Zipsen.pl. już  wspominałam przy okazji Dnia Kobiet - czas, abym przedstawiła Wam kolejnego członka ten naturalnej rodziny :)

 Do testu otrzymałam próbkę cukrowego peeling'u "Infinitely Lomving"zawierająca 17g produktu- także to nie będzie recenzja, a właściwie impresja... choć i tak dość bogata ;)

 Saszetka jest pięknie zdobiona- kocham śliwkowy fiolet, więc projekt opakowania z kojarzącymi się ze stylem secesyjnym esami-floresami trafia idealnie w mój gust ;)

 Otwieram zatem saszetkę.... roztacza się ciepły aromat chińskiego jaśminu..

 Szkoda , że nie możecie poczuć przez ekran tego zapachu... jest naprawdę magiczny :) Gdybym miała się opierać tylko na tym sensualnym doznaniu, to z pewnością nie zawahałabym się przed zakupem większego opakowania.

 Kosmetyk SpaRutual posiada  żółte zabarwienie, półpłynną konsystencję i cukrowe kryształki, które występują w roli drobnych granulek peelingujących. Usuwają martwy naskórek łagodnie, pozostawiając skórę gładką i miękką- zarówno na dłoniach, jak i na dekolcie. Odnoszę wrażenie, że peeling sprawdziłby się świetnie na całej powierzchni ciała ( no, może poza twarzą i stopami- one potrzebują jednak innych typów produktów ;))

 Dawka kosmetyku jest niewielka, jednak pozwoliła mi się przekonać o wydajności kosmetyku- stosowałam go do pielęgnacji dłoni i dekoltu. Jedna saszetka wystarczyła mi na 5 zastosowań (3 x dłonie, 2 x dekolt). Peeling aktywuje się po dodaniu małej ilości wody, lub po naniesieniu na wilgotną skórę.
 Kryształki organicznego cukru usuwają martwy naskórek i oczyszczają skórę, nawilżając ją jednocześnie poprzez pobranie naturalnej wilgoci z otoczenia.Organiczny olejek ze słonecznika i szafranu rzeczywiście odżywia oraz chroni skórę, dzięki czemu ciało staje się  jędrne i pełne blasku.

 Kosmetyk wykazuje właściwości rewitalizujące, uelastyczniające i poprawiające nastrój dzięki aromaterapeutycznym właściwościom zapachu.

Pojemność pełnowymiarowego opakowania to 220g- aktualnie trwa promocja w sklepie Zipsena zatem można go nabyć taniej, w cenie 56 zł. W cenie regularnej kosztuje 80 zł, co pretenduje kosmetyk do miana "luksusowego"....

 Wszystko narazie ładnie, a nawet pięknie... a zatem czas na podanie dokładnego składu ;)

Sucrose*, Helianthus Annuus (Sunflower Seed Oil), Glycerin, Sodium Cocoamphoacetate, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Carthamus Tinctorius ( Safflower ) Seed Oil*, Sesamum Indicum (Sesame Seed Oil), Jasminum Officinale (Jasmin) Flower/ Leaf Extract, Jasminum Officinale (Jasmine) Oil, Propylene Glycol, Glyceryl Caprylate, Deionized Water, Sorbic Acid, Fragrance (Parfum), Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Citronellol, Lyral, Lilial, Linalool,  Benzyl Benzoate, Eugenol,  Geraniol,  Hexyl Cinnamyl, Isoeugenol, Limonene.

* składniki organiczne, certyfikowane

Produkt nie był testowany na zwierzętach, ani nie zaiwra składników pochodzenia zwierzęcego.

 Kosmetyk powstał w procesie kompozycji różnorodnych składników, w tym 70% organicznych. Znacząco przeważają w nim roślinne ekstrakty i olejki... jednak nie jest to kosmetyk absolutnie wolny od syntetyków- ot, taki wszystkim dobrze znany Propylene Glycol jest tego przykładem.

 I choć moja skóra nie lubi się z niezdrową chemią, to w przypadku próbki cukrowego peelingu od SpaRitual nie zauważyłam żadnych niepożądanych reakcji- wprost przeciwnie. Na szczęście olejki zrównoważyły syntetyczne dodatki, które straciły na niszczącej mocy ;)

 Bezkresną miłością raczej nie obdarzę peeling'u "Infinitely Loving"... mimo iż zapach jest doprawdy upojny.

 To dobry kosmetyk, któremu prawdziwa natura jest nieobca- ja jednak wolę absolutnie czyste składy :)

wtorek, 26 marca 2013

Pachnące rajem pyszności w obłoczku śmietankowej lekkości


 Śmietankowy krem lodowy, biszkopt pistacjowy i cukrowo-różowa posypka...?

 To nie jest, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, lodowy tort mistrza cukierniczego fachu... to dzieło stworzone rękami znawczyni mydlarskiej sztuki :)

Jej wonne cuda kąpielowe nie tylko cieszą oczy i powonienie, ale i skórę, która podczas mycia doświadcza prawdziwie rajskich doznań :)


 Joanna- autorka mydlanych wspaniałości oraz bloga ( do  którego zapraszam Was serdecznie :))- potrafi sprawić, że  roślinne olejki, mineralne glinki owocowo-kwiatowe dodatki wedle prawideł samodzielnie opracowanych receptur przemieniają się w wyjątkowe kosmetyki.





  Prowadząc blog Mydła NaturalneJoanna wszystkie swoje dokonania uwiecznia w fotografii i słownym opisie, więc każdy może zachwycić się jej niebywałym talentem i precyzją pracy.

 Mydło lemongrasowe- jedno z nowych wytworów Joanny, na powyższych zdjęciach (również wykonanych przez Joannę) prezentuje się dostojnie, jak na mydlarską znakomitość przystało ;) Co prawda Joanna nie była do końca zadowolona z efektu kolorystycznego, jaki dała zielona glinka nabyta u innego niż zwykle źródła - ale cóż, tak to jest, jak się jest absolutną perfekcjonistką w swej pasji :)


 Według mnie niuans barwny to drobiazg- tak naprawdę liczy się główny obiekt zainteresowania, a zatem samo mydełko. Tak się składa, że otrzymałam kostkę, odkrojoną z bloku wypełniającego świeżutką formę "handmade", w ramach konkursowej wygranej, także mogę się podzielić swoimi wrażeniami ze stosowania :)

piątek, 8 marca 2013

Rytuał? Wiem, że również to czujesz...- Dla Kobiet w dniu naszego Święta

Paul Swan- Metamorphosis of Beauty
 Narodziny, Dojrzewanie, Starość i Śmierć... Odwieczny rytm życia nie omija kobiet, jednak wiele z nich nie potrafi się pogodzić z upływem czasu.

  Naturalna chęć przetrwania, która skutkuje potrzebą dbałości o siebie, została w obecnych czasach groteskowo spłycona przez media, wywierające bezlitosną presję wiecznej urody na ludzkie ciało- sugerując mimochodem dla własnych korzyści, iż bycie pełnowartościowym człowiekiem ogranicza się jedynie do powierzchowności.
 Wbrew wszelkim wymyślnym i sztucznie inwazyjnym zabiegom, wizerunek nie jest w stanie zastygnąć w rzeźbiarskiej pozie doskonałości...
  Lecz krzykliwy przekaz potrafi bardzo mocno wpłynąć na kobiecą wolę- w świecie, w którym nie ma miejsca na organiczne oznaki życia, takie jak zmarszczki, cellulit, blizny i rozstępy, nietrudno zatracić radość z bycia sobą takim, jakim się jest.

  Patrząc jedynie przez pryzmat ideału cielesnego piękna, doświadczając rozczarowania sobą, a przy okazji żyjąc w stresie i pośpiechu, zapominamy, jak ważna jest pielęgnacja duszy, która zaniedbywana- ubożeje.

 Możemy się sprzeciwić dyktaturze złudzeń i nagradzać siebie DLA SIEBIE , a nie dlatego, że oczekuje tego otoczenie!

 Nie pozwólmy uprzedmiotowić swojego ciała- nie jest towarem na sprzedaż, lecz areną tajemniczych procesów. Ono żywi się, oddycha, broni, dostosowuje, pragnie, czuje, zmienia... Akceptujmy i podkreślajmy nasze dobre wrodzone cechy, nie zmieniajmy ich na siłę.

Norman Rockwell- Girl at mirror
 Dziękujmy sobie za to, że jesteśmy codziennie- niezależnie od tego, czy w kalendarzu akurat wypada Dzień Kobiet ;) Spoglądajmy w nasz wizerunek odbijający się w lutrze z szacunkiem, a nie z obawą, iż znów zauważymy na nim drobiazg mącący spokój przez resztę dnia...
 Kobieta ze zwierciadła nie jest wrogiem, z którym trzeba walczyć, lecz sprzymierzeńcem, którego prawdziwe piękno nie podlega cenzurze wieku. 

Theo Van Rysselberghe- Woman in a mirror
 Trzeba dojrzeć do myśli, iż całe nasze życie jest rytuałem Natury- nie naszą własnością. Możemy na nie wpływać poprzez działanie, lecz nie jesteśmy w stanie skreślić i na nowo siebie stworzyć.

 Pogodzenie wyrazu naszej tożsamości z obrazem ciała często nadchodzi przy terapiach SPA wypełnionym kojącymi aromatami, delikatnymi wrażeniami dotyku i ciepła, które wywołają poczucie wewnętrznej harmonii, absolutnego bezpieczeństwa i samozadowolenia.
 W tym upojnym stanie łatwo o odprężający uśmiech na twarzy, bo pozytywne doznania rozpieszczą nasze zmysły- krzepiąca świadomość, że potrafimy zaopiekować się swoim ciałem, umysłem i duszą, będzie wielką nagrodą :)

 Mając w zanadrzu odrobinę wolnego czasu warto uczcić swoją kobiecość i urządzić własne, wybitnie aromaterapeutyczne rytuał relaksacyjny z udziałem soli o znamiennej nazwie Look Inside wegańskiej marki SpaRitual.

środa, 13 lutego 2013

Moja własna mała medytacja... - o kąpieli, która wpływa na myśli, emocje i uczucia

The Bath - Alfred Stevens
  Aromatyczna kąpiel to właśnie ta pora w trakcie całego dnia, gdy pod wpływem niebiańskiego relaksu i wszechogarniającej błogości pozwalam myślom na wytchnienie.
  Dla mnie chwila zanurzenia się w rozkosznie ciepłej wodzie jest jednym z najcudowniejszych zmysłowych doświadczeń, które- choć pozornie drobne-stają się początkiem niesamowitej przyjemności. Tafla wody okryta obłoczkiem kremowej piany i naturalnie pachnąca kwiatami, ziołami, bądź owocami... to najlepsze lekarstwo dla duszy i ciała.

 Mimowolnie przenikając wzrokiem rozgrzane opary, wdychając zachwycające niezmiennie aromaty, zagłębiam się w sobie... coraz dalej i dalej...aby dotknąć zakamarków świadomości, które zwykle zaniedbuję przedkładając rzeczy "pilne","ważne" i "niezbędne", a próbujące schwytać mnie w sidła rutyny.
  Moja własna cowieczorna medytacja pozwala pogodzić się z rzeczywistością, znaleźć w niej dobro...i czuję, jak ziemski świat staje się miejscem, w którym łatwiej żyć.

 To zarazem zaproszenie dla najbardziej fantastycznych nocnych marzeń sennych, dzięki którym symbolicznie dotykam swojej wewnętrznej natury: jestem prawdziwie wodnym stworzeniem urodzonym pod wodnym znakiem, w którego oczach odbijają się wodne barwy, o usposobieniu podobnym wodzie... i- nota bene- w większości składającym się z wody... Zatem wszystko, co wiąże się z wodą, jest mi bliskie.

  Wiem, że bardzo daleko mi do wschodniego ideału jogini, która w religijnym zapomnieniu opuszcza cielesne ramy, stając się częścią absolutu...- niedoścignionego wzoru pokonywania ludzkiej słabości. Nieśmiało szukając choć krztyny podobieństwa łączącego moją osobę z ową mistyczną doskonałością, mogę jedynie stwierdzić: szanuję to, czego nie jestem w stanie objąć rozumem, staram się ćwiczyć sztukę kontemplacji, kocham obcować z żywą przyrodą i... używam w trakcie kąpieli ręcznie wytwarzanego nepalskiego mydła z bzem i lawendą o nazwie "Yogini".

sobota, 2 lutego 2013

Lawendowe kwiecie czarowną wonią Cię uwiedzie


 Naturalne olejki eteryczne znajdują coraz szersze zastosowanie w medycynie, farmacji i przemyśle kosmetycznym- nie inaczej jest w przypadku lawendowych esencji, dzięki którym w domowym zaciszu możemy cieszyć się dawką zdrowia i urody pachnącymi niczym bezkresne prowansalskie pola usiane fioletem.
 Z drobnych kwiatostanów o kojącej barwie otrzymuje się jeden z moich zdecydowanie ulubionych olejków eterycznych, który ze względu na przyjemnie rześki zapach od tysiącleci stosowano do pielęgnacji ciała- dowody na jego użycie odnajdujemy u starożytnych Persów, Greków i Rzymian.
 Olejek lawendowy jest jednym z najstarszych składników perfum i jednym z najcenniejszych olejków aromaterapeutycznych. To jeden z nielicznych olejków eterycznych, który można aplikować w oryginalnym stężeniu na skórę, bez uprzedniego rozpuszczenia w oleju bazowym (!)- w czasie masażu lotne składniki olejku działają uspokajająco na układ nerwowy i są szybko wchłaniane przez skórę.

 La Maison du Savon de Marseille- francuska marka, której oferta jest bogata w naturalne mydła marsylskie- ma w zanadrzu absolutnie czystą esencję o charakterystycznym ziołowo-kwiatowym zapachu lawendy. Z przyjemnością stosowałam ją przez ostatnie dni- zatem czas na przedstawienie wrażeń :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Szkocka szarlotka, czyli płomienny Aplejack ;)


 Możliwe, że żadna z części tytułu tego posta nie nasunie Wam w pierwszej chwili na myśl głównego bohatera... ale zdjęcie- i owszem ;)
 Ta oprawiona w srebro i zieleń świeczuszka nie służy do upiększania aromatem owocowego ciasta powietrza w naszym pokoju, lecz... skóry ciała :)

 Nie wiem, jak u Was, ale na moim wigilijnym stole nie może zabraknąć tradycyjnej, owocowo-korzennej szarlotki... I nic na to nie poradzę, że połączenie owego zapachu i soczystej zieleni opakowania świeczki przywodzi mi na myśl zimowe oczekiwanie na Boże Narodzenie :)
 A po zażyciu pielęgnacyjnych masaży z udziałem Aplejack od Orli będziemy pachnieć apetycznie, niczym świąteczne smakołyki ;)

wtorek, 25 września 2012

Czarnym wieczorem czarne mydło nałożę...


 Przyznam, że od zawsze peeling był dla mnie najbardziej kłopotliwym w wyborze kosmetykiem. Ze względu na skłonność do powstawania stanów zapalnych mechaniczny typ złuszczania absolutnie odpada- a właśnie takiego rodzaju peelingi są najbardziej powszechne... 

 Tradycyjne czarne mydło wytwarzane w Maroku to zdecydowanie jeden z najbardziej zadziwiających kosmetyków, jakich kiedykolwiek używałam. Teraz wiem, że prawdopodobnie nic innego nie uwolni mej cery od zbędnej warstewki naskórka oraz innych niemile widzianych niespodzianek w tak efektownym, acz łagodnym stylu(mogłabym rzec, w stylu iście dżentelmeńskim ;) )

  Savon Noir działała jak wytrawny peeling enzymatyczny- delikatnie złuszcza naskórek, równocześnie oczyszczając skutecznie powierzchnię skóry. Przekonałam się osobiście o jego właściwościach kojących i uspokajających.  Prawdziwe czarne mydło jest w 100% roślinne- uzyskuje się je z mieszaniny oliwy i rozdrobnionych czarnych oliwek, dzięki czemu w naturalny sposób jest bogate w witaminę E. 

 Przyniesie ono pielęgnacyjne korzyści każdego rodzaju skórze i jako posiadaczka nadzwyczaj kapryśnej, skłonnej do wyprysków i podrażnień cery jestem skłonna podpisać się pod tym stwierdzeniem obiema rękami :)

wtorek, 18 września 2012

Tranquility- olejek tchnący lawendą



 Living Nature jest idealnym odzwierciedleniem motta "czerpać inspirację prosto z natury".

  Jako jedna z pionierskich firm na świecie marka ta obrała rewolucyjną drogę w pełni organicznej kosmetyki, eliminując z opracowanych receptur m.in. syntetyczne konserwanty, barwniki, czy też emulgatory.

 Od czasu oddzielenia od starożytnego południowego lądu Gondwana, Nowa Zelandia została geograficznie wyizolowana na ponad 80 mln lat, co pozwoliło na rozwój unikalnej flory.
 Ponad 80% roślin Nowej Zelandii nie rośnie nigdzie indziej na świecie.

To waśnie te cenne rośliny decydują o wyjątkowości Living Nature, gdyż stanowią bazę licznych propozycji pielęgnacyjnych tej marki, dedykowanych skórze twarzy oraz ciała. W bogatej ofercie nie zabrakło również podkreślających kobiece piękno kosmetyków do makijażu.

  Bezpieczeństwo produktów Living Nature zostało przebadane zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej, potwierdzone i ostatecznie zwieńczone przyznaniem prestiżowego niemieckiego certyfikatu BDIH.

  Reprezentantem wspomnianej kolekcji naturalnych kosmetyków, z którym się zaznajomiłam, jest aromaterapeutyczny olejek do masażu o pięknej nazwie Tranquility, oznaczającej to, co w obecnym świecie jest na wagę złota ;)

czwartek, 16 sierpnia 2012

Naturalne oblicze Declaré- krem nawlżający SkiNatura


  Przyroda, szykując nam pogorszenie pogody, przypomina, iż lato kończy się nieubłaganie i w związku z tym trzeba wynagrodzić skórze szkody, jakie zadały jej rozkosznie pozłacające, acz wysuszające i podrażniające promienie słońca.

Doskonały opatrunek stanowić może organiczny krem nawilżający SkiNatura Declaré, której nazwa zaczerpnięta została od deklaracji firmy, iż wszystkie jej kosmetyki są „przebadane dermatologicznie pod kątem skóry wrażliwej".
W trosce o zaufanie klientów na rynku ukazują się tylko tylko te kosmetyki, które przeszły testy zadowalająco. Naturalna równowaga naszej skóry to priorytet dla Declaré .

niedziela, 17 lipca 2011

Czekoladowo-pomarańczowe delicje z dodatkiem kawy...- peeling do ciała Kanu


  Latem każda z nas pragnie zachwycać zadbanym, gładkim ciałem.
Problem powstaje wówczas, gdy stan cielesnych atrybutów nie jest w stanie odzwierciedlić naszych wyobrażeń...

 Aby uniknąć niechcianego kłopotu zrogowaciałego, bądź łuszczącego się naskórka, polecam używanie peelingu solnego Kanu o zniewalającej nutach zapachowych czekolady i pomarańczy :)

sobota, 9 lipca 2011

Ajurwedyjska moc uzdrawiania- olejek Khadi




  Indie- magiczna kraina chlubiącą się bogactwem barw, smaków i zapachów. Naturalne pokłady zdrowotnych właściwości, zawartych w roślinach Orientu, są od wieków wykorzystywane w kosmetyce.
 Jedną z firm kosmetycznych, oferujących całkowicie naturalne olejki do ciała i twarzy, jest Khadi.

czwartek, 7 lipca 2011

Wonna rozkosz pielęgnacji- kosmetyki Femi


  Zapachy potrafią leczyć, poprawiać nastrój, przyciągać uwagę otoczenia. Mówi się, że szata nie zdobi człowieka, ale prawdziwą kobietę bez wątpienia czyni jej zapach... 

Każda z nas ma swoją ulubioną mieszankę woni, bez której nie może się obejść.

czwartek, 30 czerwca 2011

Delikatność zaklęta w mleczku...- demakijaż z Florame


  Znalezienie odpowiedniego preparatu do demakijażu jest niezwykle wyczerpującym zadaniem. Jako że jestem posiadaczką alergicznej, wymagającej cery takowe poszukiwania często kończyły się zrujnowaniem stanu skóry  i łzami żalu za niefortunnie zainwestowanymi pieniędzmi.