Gdyby dosłowność tytułu miała ujście w wizualizacji, to ów widok byłby całkiem... niecodzienny ;) Ale nie mam zamiaru analizować dziś mody z różnych stron świata- fantazyjne słowa wstępu mają metaforyczny wydźwięk. Wyjaśnię, że "czarnym księciem Maroka" jest egzotyczne savon noir, zaś jego symbolicznym "różowym przyodzieniem"- olejek pozyskany z róży damasceńskiej... Może i z liryczną samowolką nie utrafiłam, ale wiedzcie, że to połączenie okazuje się niezwykle udane i do twarzy z nim będzie dosłownie każdemu :) Zaproście "marokańskiego księcia" do swojego domu, a sami się przekonacie, że nie ma sobie równych w zmysłowych rytuałach SPA, bo po królewsku rozpieszcza ciało ;) Używałam już wersji savon noir bez jakichkolwiek dodatków i byłam nim zachwycona... do czasu, aż poznałam przyjemniaczka roztaczającego aromat wprawiający mnie w iście różowy- bo radosny- nastrój ;)
Moim zdaniem kosmetyk wzbogacony olejkiem różanym jest prawdziwym ukoronowaniem pielęgnacyjnego rytuału- zasługuje na królewskie uznanie, bo cera po jego zastosowaniu jest szlachetnie czysta :)
Zarówno ten specjał, jak i stanowiąca wdzięczne tło zdjęć rękawica z sizalu ;), pochodzą ze sklepu e-Fiore. Dzięki konkursowi testerskiemu nadal macie szansę wygrać nie tylko różane savon noir, ale i zestaw niezbędny do pełnego wykonania domowych zabiegów upiększających - zachęcam do wzięcia udziału w zabawie zwanej "Konkurs posmarowany czarnym mydłem i posypany różami" (szczegóły na blogu "Opowieści naturalnej treści":))
Zapraszam też na dzisiejszą recenzję duetu savon noir + rękawica sizalowa- sprawdźcie, do czego może posłużyć :)
