Wierni czytelnicy- przyłącz się! :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawenda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wielki błękit letniego wieczoru- niebo i morze zespolone lawendą


 Wakacyjny czas kojarzy się większości z beztroskim odpoczynkiem pod gołym niebem i nad wodą zapraszającą do kąpieli- sama nie jestem wyjątkiem :)
 Na myśl o lecie automatycznie zapala się w moim mózgu obraz morskiego wybrzeża w najwspanialszej odsłonie: niebo malowane wieczornymi barwami, piasek nagrzany w trakcie dnia, słona bryza muskająca policzki... i to cudowne poczucie letniego relaksu...

 Na takie doznania warto czekać- choćby i cały rok ;)

 Idąc tokiem tych rześkich skojarzeń nie mogłabym nie wspomnieć o ostatnio poznanym- i już zmydlonym do cna ;) - wyjątkowym duecie lawendowych mydełek handmade, łączącym moje wyobrażenie o jedności wakacyjnego nieba i morskich fal zgodnie odbijających lawendowy odcień fioletu, sygnalizujący rychłe nadejście nocy i oswobodzenie z dziennego skwaru :)

 Lawenda symbolizuje ziszczenie marzeń i snów, a także błogie zapomnienie i rozwianie wszelkich obaw- pamiętajmy jednak, że w mglistej i raczej intuicyjnej sferze tajemniczych symboli i znaków tkwi zawsze sens przekładający się na prawdę życiową :) 
 Otóż lawendowe opary rzeczywiście łagodzą stres, rozwiewają złe myśli, pozwalając nam zaczerpnąć przyjemności płynącej z uczucia czystości i troskliwości płynących z natury.
 Zapach ten koi umysł i pomaga przy trudnościach w zasypianiu, co daje fantastyczny efekt podczas wieczornych kąpieli. Istnieje wiele sposobów, aby się o tym przekonać - wie o tym również Joanna prowadząca blog Mydła Naturalne, która swoje mydlane kompozycje często przyprawia m.in. orzeźwiającą mocą lawendy, którą- jak można wyczytać we wpisach- uważa za jedną ze swych ulubionych :)

 Lawendowe mydełka Joanny są nie tylko urzekająco dekoracyjne, ale i praktyczne. Można bez obaw stosować je do pielęgnacji całego ciała- zachwycone będą nimi zwłaszcza osoby o cerze problematycznej: trądzikowej i mieszanej, ze względu na walory antybakteryjne i przeciwzapalne, których naturalna siła zostaje delikatnie złagodzona przez oleje bazowe- służy to lepszej tolerancji oczyszczającego potencjału kosmetyków przez osoby o wrażliwej na podrażnienia skórze.

Olej kokosowy, olej rycynowy, olej palmowy, wosk pszczeli oraz oliwa z oliwek z dodatkiem naturalnego olejku eterycznego z lawendy- to najbardziej charakterystyczne składniki stosowane przez Joannę do wykonania mydlanych cudów, których kolor dla uatrakcyjnienia doznań wizualnych zawsze zostaje wzmocniony naturalnymi barwnikami pochodzenia mineralnego. 

 Chciałabym Wam przedstawić pięknie mieniące się fioletem mydła, które ostatnio podbiły moje serce... i zyskały zarazem aprobatę kapryśnej cery ;)

 Oto mydła nasycone pielęgnacyjną mocą przyrody, które w lawendowym stylu reprezentują dwa nadmorskie żywioły- wodę i powietrze :)


  W sfotografowanym przez Joannę wiklinowym koszyku pysznią się mini-babeczki mydlane, przyozdobione motywami oceanicznymi. Na fioletowej, dekoracyjnie karbowanej powierzchni znajdziemy symbole morskiej toni i dna: rybki, rozgwiazdy, pławikoniki, muszle - gotowe do kąpieli urozmaiconej bajeczną zabawą :) 

 Nie tylko kreatywne wykorzystanie wizerunków wodnych stworzeń stanowi o wyjątkowości tego mydlanego patentu- na mini-babeczki składają się dwie różne nuty zapachowe i dwa osobno wykonane elementy, dzięki sztuce mydlarskiej połączone dla wykonania jednego produktu.


 Moja własna babeczka- choć malutka- to jednak wykazywała się wielkim hartem ducha i walczyła dzielnie z niedoskonałościami mojej cery, pieniąc się groźnie pod wpływem wody i czyhając na wrogą bakterię wszelakiej maści ;) Nie byłoby to oczywiście możliwe bez tak doborowego  zestawu składników, o jakie postarała się jej zacna autorka.

 Już dawno zauważyłam, że naturalne mydła wpływają o wiele lepiej na moją skórę niż inne środki do oczyszczającej fazy pielęgnacji. Wszystkie mleczka, żele, pianki i płyny micelarne odpadają w przedbiegach...no, może z wyjątkiem miceli, bo cóż innego lepiej poradzi sobie z delikatną okolicą oczu i makijażem jej właściwym? ;) 


 A oto pastelowe kostki, które powstały pod wpływem fascynacji jednym z pierwszych wiosennych dni, który zdawał się być odpowiedzią na tęsknotę  za ciepłym wiatrem i jasnym niebem.

 Autorka przytacza na blogu skomplikowanie brzmiącą( przynajmniej dla mnie, jako DIY-owego laika kosmetycznego ;)) procedurę stworzenia takich dwuwarstwowych mydełek- otóż dolna warstwa pachnąca lawendą zostaje wykonana przez Joannę "na zimno" przy użyciu z oliwy z oliwek, oleju palmowego, oleju rycynowego, wosku pszczelego i naturalnego olejku eterycznego z lawendy, a górna (czyli obłoczek ;)) powstaje dzięki ubijaniu oleju palmowego, oleju kokosowego i oliwy z oliwek z dodatkiem naturalnego olejku eterycznego z trawy cytrynowej.

  Kostki zostały nazwane"Lawendowa bryza"- gdyż, jak to sama Joanna stwierdziła,"(...) kostki te kojarzą mi się z niebem w środku lata z niewielkimi białymi chmurkami..." :)

 Mój egzemplarz- jak widać na poniższym zdjęciu ;)- w chwili uwiecznienia był już trochę wysłużony.  Jego "niewyjściowy" stan jest spowodowany intensywną eksploatacją, jaka przeprowadzałam wytrwale przez -bagatela - 2 tygodnie.
 Z ukończeniem kostki uporałam się przed kilkoma dniami, także podsumowując- ok. 100 gramowa "Lawendowa bryza" służyła mi do codziennej toalety twarzy przez miesiąc. Wynik niczego sobie :) A żeby słowom stało się zadość ;)- były już zdjęcia mydeł a'la"nowiutkie- świeżutkie"- to teraz dla odmiany "zapracowane-ale zadowolone" ;P :



 Uczucie absolutnej czystości, nieskazitelny wygląd cery, dobre samopoczucie- nie zmącone żadnymi dolegliwościami ;) - i towarzysząca nam po dokonaniu toalety nutka lawendowej świeżości- dla tych wrażeń warto zadbać o wzorową pielęgnację skóry przy pomocy naturalnych mydeł... A gdy mamy świadomość, iż są one własnoręcznie stworzone przez utalentowanego mydlarza z uczuciem i pasją- wówczas tym bardziej można docenić wartość naszego wyboru :)

 Zapraszam wszystkich nie tylko do czytania bloga Joanny, gdzie można śledzić na bieżąco jej mydlane "czary mary";) , ale i do odwiedzin w bydgoskim Muzeum Mydła i Historii Brudu, gdzie można wzbogacić swoją wiedzę o sztuce mydlarskiej (i nie tylko ;)) , a także nabyć małe arcydzieła wydobyte z foremek Joanny :)



wtorek, 16 kwietnia 2013

Bardzo intymnie, bardzo kobieco...


Nic tak nie dodaje pewności siebie kobiecie jak świadomość całkowitego bezpieczeństwa i pełnej ochrony :)
 Aby czuć się w pełni komfortowo warto wybrać produkt równie wyjątkowo delikatny, co sama kobiecość... Dlatego do wymagającej dużej dozy łagodności pielęgnacji stref intymnych najbardziej odpowiedni okazuje się wyprodukowany we Włoszech certyfikowany płyn do higieny intymnej marki ORGAN(Y)C.

 Świadome wykluczenie z procesu produkcji środków drażniących, wywołujących uczulenia, potencjalnie szkodliwych dla zdrowia, jak m.in. parabeny, SLS, SLES, fosforany, barwniki i syntetyczne substancje zapachowe sprawia, że płyn staje się urzeczywistnieniem prawdziwie troskliwej dbałości o kobiece ciało.

 Oparta na mocy natury innowacyjna receptura daje początek kosmetykowi, który wyróżnia się charakterem i chroni wrażliwą skórę, podatną na podrażnienia i reakcje alergiczne.

 Ekologiczny płyn do higieny intymnej ORGAN(Y)C powstał na bazie składników roślinnych pozyskanych z upraw ekologicznie kontrolowanych: wyciągu z nagietka, jagód czarnej borówki, lawendy i oleju bawełnianego.
 To one sprawiają, że naturalny kosmetyk jest idealny do codziennej pielęgnacji, gdyż dokładnie oczyszcza nie naruszając naturalnej bariery ochronnej okolic intymnych regeneruje podrażnioną, suchą skórę a także wspiera odnowę naskórka i skóry właściwej. 
 Dodatek kwasu mlekowego sprawia, że łagodny płyn do kobiecej higieny posiada właściwości nawilżające, a zarazem przeciwzapalne, stabilizujące pH i bakteriostatyczne.


Opakowanie o pojemności 250 ml (cena ok. 25 zł) jest wykonane z solidnego, grubego plastiku, a odpowiednio zaprojektowany dozownik jest pomocny w oddzielaniu właściwej, nie za dużej ilości płynnego kosmetyku o bardzo rzadkiej konsystencji. Bezbarwny, przejrzysty kosmetyk natychmiast reaguje na kontakt z ciepłą wodą- piana, którą wytwarza, jest lekka i obfita, zaś zapach dyskretny, lecz wyczuwalny jest w nim ziołowy aromat orzeźwiającego aloesu i odrobinę kwaśna nuta kwasu mlekowego.

 Stosowanie jest wygodne i w pełni satysfakcjonujące, bo płyn nie wywołuje u mnie żadnych przykrych dolegliwości- używam go w przeświadczeniu, że w pełni można zaufać jego łagodzącej sile, która dotąd mnie ani razu nie zawiodła :)

 Ekologiczność formuły płynu do higieny intymnej została zatwierdzona przez ICEA , czyli włoską etyczno-środowiskową organizację certyfikującą.

 A oto skład:

 Sorbitol, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Caprylyl/Capryl Glucoside, Lactic Acid, Disodium Capryloyl Glutamte, Xanthan Gum, Glycerin, Lavandula Hybrida Oil*, Vaccinum Myrtillus Extract* Calendula Officinalis*, Gosspypium Herbaceum Seed Oil*, Linalool *

* organiczne surowce roślinne pochodzące z upraw ekologicznych



 Płyn marki jest dostępny w sklepie Eco Kraina - zachęcam do odwiedzin w tym internetowym skarbcu naturalności, bo to wyjątkowe miejsce stworzone z myślą o każdym członku rodziny dbającej o zdrowie i eko styl życia- czy to świeżo narodzonym, czy też nieco starszym ;)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Gdy czekam na fiołki, swoją tęsknotę koję lawendą :)


 Wonne fiołki są kwintesencją  uroku wczesnej wiosny - może i nie należą do najbardziej okazałych i ekstrawaganckich kwiatów, lecz ich intensywnego miodowo słodkiego zapachu nie da się przeoczyć. Tak samo jest z pierwszymi oznakami przybycia pory roku rozkwitu i nowego życia- są subtelne, ale każdy może bez trudu wyczuć, że powietrze jest przesycone tą charakterystyczną aurą, która rozbudza optymizm i radość :)

 Ogrody, parki i zagajniki zalane falą zieleni przetykanej co rusz fioletowymi punkcikami, wiatr przynoszący ich cudowny aromat... bardzo ciężko się powstrzymać przed zabraniem choćby kilku malutkich kwiatków ze sobą, aby cieszyć się ich obecnością na każdym kroku :)

 Kiedy w połowie kwietnia w ubiegłego roku żegnałam wzrokiem fiołki, których czas dobiegł końca, nie przypuszczałam, że rok później wciąż będę  na nie czekać....
 Tęsknotę za kwiatami staram się w jakiś sposób złagodzić- substytutem świeżego bukiecika w porcelanowym wazoniku staje się niemal tak samo fioletowa i miło pachnąca kostka... w drewnianej mydelniczce ;)



 Zapach kwitnącej prowansalskiej plantacji pogrążonej w bezczasie póki co musi zastąpić ten najbardziej kojarzący mi się z prawdziwym polskim sezonem wiosennym :)

  O specyfice marsylskich mydeł pisałam już niejednokrotnie na blogu- moje mydełko pochodzące ze sklepu e-Fiore również wpisuje się w standardy receptury rodem z Francji.


 Sygnowane marką Le Chatelard  marsylskie mydło w 72% składa się z oleju palmowego, gliceryny roślinnej i wyciągu z lawendy, a przy tym nie zawiera tłuszczów zwierzęcych, nie było testowane na zwierzętach, jest biodegradowalne, a swój intrygujący kolor zawdzięcza pigmentom naturalnym....



 Jego wadą jest obecność EDTA w składzie, ale niestety obecnie większość "Marsylczyków" tak już ma.

  Lawendowe mydło marsylskie ma neutralne dla skóry pH oraz właściwości odkażające- może być stosowane jako środek dezynfekujący skaleczenia i otarcia. Wspomaga odbudowę naskórka i bardzo łagodnie oczyszcza bez ryzyka wystąpienia podrażnień. Z tego powodu polecane jest do pielęgnacji cery wykazującej nadmierną wrażliwość i skłonności do reakcji alergicznych, z AZS, trądzikiem czy łuszczycą, a także do higieny intymnej i mycia włosów....

 ... swoich długich włosów zwykle nie mam odwagi potraktować mydłem, bo jednak efekt plątania się kosmyków i ich sztywności jest o wiele większy, niż w przypadku płynnych szamponów.

 Dobrze sprawdzało się od czasu do czasu syryjskie Aleppo ( w połączeniu z płukanką octową, ale po zastosowaniu mydła marsylskiego mam wrażenie, że kolor jest trochę przygaszony, a włosy niezbyt lśniące : /...

 Dlatego wolę jednak najbardziej popularny typ kosmetyku do oczyszczania skóry głowy i fryzury jej towarzyszącej.



 Widoczna na powyższym zdjęciu kostka marsylska posiada wagę 300g, dzięki niej wystarcza na baaaardzo długo :)


 Aby korzystanie z usług takiego olbrzyma było łatwiejsze najlepiej jest podzielić okazałą kostkę na mniejsze części i każdą spożytkować w innym celu: do oczyszczania cery, do kąpieli całego ciała oraz do usuwania miejscowych zabrudzeń z ubrań- nawet tych wyjątkowo uciążliwych.

 Zwykle swoje odłamki, których nie przeznaczam do toalety ciała, ścieram na tarce- w ten sposób zyskuję się wygodne w użyciu mydlane płatki- taka forma będzie idealna w przypadku kąpieli niemowląt i kilkulatków (wystarczy wsypać lawendowe wiórki do ciepłej wody, a następnie włożyć szkraba do wanienki ) oraz do prania jako zamiennik proszku- mydło chroni  nawet najbardziej delikatne tkaniny przed zniszczeniem podczas ręcznego i prania w pralce automatycznej.

 Lawendowe mydło prosto z Francji znaleźć można m.in w sklepie e-Fiore, który własnie organizuje ciekawą akcję promocyjną- od poniedziałku trwa Mydlany Tydzień polegający na tym, że każdego dnia inne mydła naturalne zostaje objęte 20% zniżką (mp. dzisiaj można kupić jeszcze syryjskie Aleppo z zawartością 22% laurie).



 Jeżeli akurat potrzebujecie uzupełnić kosmetyczne zapasy, a chcielibyście spróbować nowego rodzaju mydła w korzystniejszej cenie- lub kupić już sprawdzone i polubione, to e-Fiore będzie dobrym miejscem do odwiedzin :)


poniedziałek, 4 marca 2013

(Przed)Wiosenne porządki czas zacząć- cel nr.1- cera!


 Witajcie marcową porą :)

  Tak, jak ostatnie tygodnie nie rozpieszczały nas pogodą wywołującą w naturalny sposób uśmiech na ustach, tak bieżący chyba postanowił nam wynagrodzić wszelkie zimowe ponurości ;)

 Wraz z bardziej klarownym powietrzem, pienistymi obłoczkami na cudownie błękitnym niebie i rozkosznymi promieniami słońca wzrasta nadzieja na przeżycie kolejnej pięknej wiosny- niemal słychać jej kroki... Aura odwiecznego odradzania się przyrody napełnia serca radością i chęcią do porządkowania i odmieniania tak, aby i nasze bezpośrednie otoczenie uległo pozytywnej fali zielonej energii :)

 Wiosenne porządki nie omijają oczywiście sfery pielęgnacji- niech we wszystkim, co przyjmujemy, będzie jak najwięcej roślinnej świeżości i naturalnej czystości !

 Powiew wiosny w kosmetyczce zapewnią pomocnicy o orzeźwiających aromatach i silnie oczyszczających właściwościach- jednym z nich jest organiczna maska oczyszczająca Organic Botanics certyfikowana przez Soil Association i zatwierdzona przez Vegetarian Society.
 Głównymi bohaterami wnętrza uroczego słoiczka są kaolin i algi. Poza nimi kosmetyk zawiera m.in.aloes, certyfikowane olejki: ze słonecznika i migdałowy, olejki eteryczne z rozmarynu i lawendy oraz naturalną witaminę E.

 Produkt  i jego składniki nie są testowane na zwierzętach, także można spokojnie czerpać z jego dobroczynnego wpływu na urodę bez wyrzutów sumienia.

środa, 13 lutego 2013

Moja własna mała medytacja... - o kąpieli, która wpływa na myśli, emocje i uczucia

The Bath - Alfred Stevens
  Aromatyczna kąpiel to właśnie ta pora w trakcie całego dnia, gdy pod wpływem niebiańskiego relaksu i wszechogarniającej błogości pozwalam myślom na wytchnienie.
  Dla mnie chwila zanurzenia się w rozkosznie ciepłej wodzie jest jednym z najcudowniejszych zmysłowych doświadczeń, które- choć pozornie drobne-stają się początkiem niesamowitej przyjemności. Tafla wody okryta obłoczkiem kremowej piany i naturalnie pachnąca kwiatami, ziołami, bądź owocami... to najlepsze lekarstwo dla duszy i ciała.

 Mimowolnie przenikając wzrokiem rozgrzane opary, wdychając zachwycające niezmiennie aromaty, zagłębiam się w sobie... coraz dalej i dalej...aby dotknąć zakamarków świadomości, które zwykle zaniedbuję przedkładając rzeczy "pilne","ważne" i "niezbędne", a próbujące schwytać mnie w sidła rutyny.
  Moja własna cowieczorna medytacja pozwala pogodzić się z rzeczywistością, znaleźć w niej dobro...i czuję, jak ziemski świat staje się miejscem, w którym łatwiej żyć.

 To zarazem zaproszenie dla najbardziej fantastycznych nocnych marzeń sennych, dzięki którym symbolicznie dotykam swojej wewnętrznej natury: jestem prawdziwie wodnym stworzeniem urodzonym pod wodnym znakiem, w którego oczach odbijają się wodne barwy, o usposobieniu podobnym wodzie... i- nota bene- w większości składającym się z wody... Zatem wszystko, co wiąże się z wodą, jest mi bliskie.

  Wiem, że bardzo daleko mi do wschodniego ideału jogini, która w religijnym zapomnieniu opuszcza cielesne ramy, stając się częścią absolutu...- niedoścignionego wzoru pokonywania ludzkiej słabości. Nieśmiało szukając choć krztyny podobieństwa łączącego moją osobę z ową mistyczną doskonałością, mogę jedynie stwierdzić: szanuję to, czego nie jestem w stanie objąć rozumem, staram się ćwiczyć sztukę kontemplacji, kocham obcować z żywą przyrodą i... używam w trakcie kąpieli ręcznie wytwarzanego nepalskiego mydła z bzem i lawendą o nazwie "Yogini".

sobota, 2 lutego 2013

Lawendowe kwiecie czarowną wonią Cię uwiedzie


 Naturalne olejki eteryczne znajdują coraz szersze zastosowanie w medycynie, farmacji i przemyśle kosmetycznym- nie inaczej jest w przypadku lawendowych esencji, dzięki którym w domowym zaciszu możemy cieszyć się dawką zdrowia i urody pachnącymi niczym bezkresne prowansalskie pola usiane fioletem.
 Z drobnych kwiatostanów o kojącej barwie otrzymuje się jeden z moich zdecydowanie ulubionych olejków eterycznych, który ze względu na przyjemnie rześki zapach od tysiącleci stosowano do pielęgnacji ciała- dowody na jego użycie odnajdujemy u starożytnych Persów, Greków i Rzymian.
 Olejek lawendowy jest jednym z najstarszych składników perfum i jednym z najcenniejszych olejków aromaterapeutycznych. To jeden z nielicznych olejków eterycznych, który można aplikować w oryginalnym stężeniu na skórę, bez uprzedniego rozpuszczenia w oleju bazowym (!)- w czasie masażu lotne składniki olejku działają uspokajająco na układ nerwowy i są szybko wchłaniane przez skórę.

 La Maison du Savon de Marseille- francuska marka, której oferta jest bogata w naturalne mydła marsylskie- ma w zanadrzu absolutnie czystą esencję o charakterystycznym ziołowo-kwiatowym zapachu lawendy. Z przyjemnością stosowałam ją przez ostatnie dni- zatem czas na przedstawienie wrażeń :)

piątek, 18 stycznia 2013

Pielęgnacja skóry... a gdyby tak dodać do niej nowy, alpejski akcent...?


 Wśród produktów z "zielonej półki" jest masa uniwersalnych, dobrze tolerowanych specyfików niezależnie od metryki stosującego- jednak temat przydatności kosmetyków skomponowanych specjalnie z myślą o małych dzieciach dla pielęgnacji skóry osób dorosłych jest dość kontrowersyjny. Dyskusje o sensie i skuteczności takich praktyk wciąż się toczą, bo przecież inne potrzeby ma skóra starsza stażem, a inne świeżo obeznana ze światem...
 Ostatnio zrobiłam eksperyment i pewnej przyjemnie wyglądającej nowości naturalnej, a zarazem dziecięcej, używałam na co dzień... W ramach testu smarowałam hojnie skórę odżywczym kremem szwajcarskiej marki  Alpaderm- zachęcił mnie do wypróbowania przede wszystkim świetny skład, w którym 99% zastosowanych elementów stanowią składniki naturalne, w tym 48% to składniki pochodzące z upraw ekologicznych, przy czym kosmetyk posiada certyfikat ECOCERT, a na domiar dobrego został przebadany dermatologicznie.

niedziela, 16 grudnia 2012

Za oknem- zima... a w łazience- lato!


 Czy wśród wszystkiego, co w okresie przedświątecznym jest "specjalnie" i "wyjątkowo" edytowane by wpasować się w zimowe okoliczności,  jest miejsce na coś, czego sensu istnienia nie wyznacza "myśl o"...?

  Aromat letniego powietrza, który znaleźć możemy w mydełku Organic Botanics, to odskocznia od wszędobylskiego obecnie zapachu korzennych przypraw, bakalii, pomarańczy, makowej i marcepanowej masy, które w sferze kulinarnej chyba najpowszechniej są uznawane za "prawdziwie" świąteczne... A z kuchni już krótka droga do kosmetyczki, bo, jak pewnie zauważyłyście, większość okolicznościowych edycji limitowanych od znanych marek kosmetycznych inspirowana jest właśnie stołowymi pysznościami  ;)
 Z zasady nie daję się skusić "ciasteczkowym" i "cukrowym" balsamom z mikołajkami, choineczkami, gwiazdeczkami i innymi tego rodzaju uroczymi motywami-  one nie wpływają jakoś znacząco na moje poczucie Świąt... ;)
 Wyjątkiem jest szarlotkowa świeca do masażu Aplejack Orli ( o której już pisałam :)) oraz migdałowa świeca I Provenzali ( o niej niedługo napiszę ;)), które wpisałam do planu grudniowej pielęgnacji, a które rzeczywiście przyjemnie wtapiają się w specyficzną atmosferę tej pory w roku :)

wtorek, 18 września 2012

Tranquility- olejek tchnący lawendą



 Living Nature jest idealnym odzwierciedleniem motta "czerpać inspirację prosto z natury".

  Jako jedna z pionierskich firm na świecie marka ta obrała rewolucyjną drogę w pełni organicznej kosmetyki, eliminując z opracowanych receptur m.in. syntetyczne konserwanty, barwniki, czy też emulgatory.

 Od czasu oddzielenia od starożytnego południowego lądu Gondwana, Nowa Zelandia została geograficznie wyizolowana na ponad 80 mln lat, co pozwoliło na rozwój unikalnej flory.
 Ponad 80% roślin Nowej Zelandii nie rośnie nigdzie indziej na świecie.

To waśnie te cenne rośliny decydują o wyjątkowości Living Nature, gdyż stanowią bazę licznych propozycji pielęgnacyjnych tej marki, dedykowanych skórze twarzy oraz ciała. W bogatej ofercie nie zabrakło również podkreślających kobiece piękno kosmetyków do makijażu.

  Bezpieczeństwo produktów Living Nature zostało przebadane zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej, potwierdzone i ostatecznie zwieńczone przyznaniem prestiżowego niemieckiego certyfikatu BDIH.

  Reprezentantem wspomnianej kolekcji naturalnych kosmetyków, z którym się zaznajomiłam, jest aromaterapeutyczny olejek do masażu o pięknej nazwie Tranquility, oznaczającej to, co w obecnym świecie jest na wagę złota ;)

czwartek, 13 września 2012

"Dumnie australijski" botaniczny skarb


 Czy wśród kosmetycznych dokonań znajdzie się specyfik, który pomoże nawet w (pozornie) beznadziejnych przypadkach?

 Owszem, istnieje pewien cudotwórca, który rozprawi się skutecznie, acz łagodnie zarówno z nieestetycznym zaczerwienieniem podrażnionej, przesuszonej skóry, zmarszczkami, rozstępami, jak i tak ciężkimi przypadłościami, jak egzema, łuszczyca i blizny. 


 Tą uzdrowicielską moc posiada intensywnie regenerujący krem australijskiej marki Botáni, który bogaty jest w najwyższej jakości aktywne związki roślinne, m.in. : skwalen oliwny, woski, kwasy tłuszczowe, aminokwasy oraz kwas hialuronowy.

 O ich wybitnych właściwościach leczniczych decyduje fakt, iż są to składniki zgodne z naturalnymi komponentami ludzkiej skóry.


wtorek, 28 sierpnia 2012

Zorientowana w oriencie... czyli moje doświadczenia z balsamem ORIENTANA ;)


 Oto kolejny kosmetyk pielęgnacyjny zasługujący na docenienie jego walorów, gdyż jest materializacją wszystkich pozytywnych cech wymaganych od balsamu. 

 Balsam lawendowy z nutką ylan ylang marki ORIENTANA to maleństwo z wielkim potencjałem :)

 Ubity w zwartą kostkę produkt tej polskiej marki jest starannie skomponowaną mieszanką maseł, olejów i olejków roślinnych- nie zawiera żadnej chemii, nie podlega też przetworzeniu chemicznemu i termicznemu. Posiada opartą o ajurwedyjską wiedzę specjalną formułę stosowaną od  lat, a dzięki rezygnacji z dodatku wody do składu, zbawienne esencje są skondensowane w najwyższym stopniu 

piątek, 24 sierpnia 2012

Najwspanialszy Cud Natury- Narodziny :) O kosmetykach NATALIA Vital Touch


   Każda matka wie doskonale, jak ważnym elementem w budowaniu wzajemnych relacji z dzieckiem już od pierwszych dni życia jest dotyk- to on koi, stwarza poczucie bezpieczeństwa, odpędza lęki malucha i daje mu poczucie, że nie będzie samotnie iść przez życie.

  Aby nadać dotykowi szczególnie wyjątkową moc uleczania, stworzono kosmetyki NATALIA Vital Touch, których dewizą jest hasło „Dotyk jest pierwszym językiem dziecka".

  Celem marki jest wprowadzenie za sprawą aromaterapeutycznej pielęgnacji całkowitego dopełnienia dobrego samopoczucia- zarówno cielesnego, jak i mentalnego zarówno mamy, jak i dziecka :)

czwartek, 14 lipca 2011

Włosy puszyste i miękkie w dotyku...- szampon godny polecenia! :)


  Mam ogromną słabość do nawilżających szamponów- to kosmetyki, bez których nie mogę się obyć :) 

 Chcę wam dziś przedstawić kolejnego kandydata do mojego prywatnego castingu na "nieugiętego poskramiacza włosów" ;)

środa, 13 lipca 2011

Lawendowe ukojenie- balsam do dłoni i ciała Jason Organic


  Bardzo cenię łagodzący wpływ lawendowego zapachu na zmysły- za każdym razem, gdy moje powonienie wyczuwa tą nutę zapachową, czuję się odprężona, myśli stają się bardziej przejrzyste i spokojne.
 Codzienna pielęgnacja przy użyciu balsamu do dłoni i ciała z lawendą Jason Organic pozytywnie wpływa na mój nastrój- uwielbiam po kąpieli, tuż przed położeniem się do łóżka, otulić się świeżą i delikatną wonią tej na fioletowo kwitnącej rośliny. 

 Tak przygotowana do snu mogę być pewna, że przyniesie mi on wytchnienie :)