Wierni czytelnicy- przyłącz się! :)

środa, 10 kwietnia 2013

Szept cedrowego lasu, mgiełka zbawiennego orzeźwienia na marokańskiej pustyni oraz maślany zachwyt w oczach...- czyli moje mydełka z Lawendowej Farmy :)

 

 Kocham naturalne mydła- od blisko 3 lat z własnego wyboru nie używam żadnych żeli, pianek i innych tym podobnych nowoczesnych wynalazków do oczyszczania twarzy i ciała... i moja skóra dzięki tej tradycyjnej pielęgnacji (którą kolorowe magazyny i telewizyjne reklamy próbują zaszufladkować jako przestarzałą i szkodliwą dla skóry ;]) bardzo dobrze się miewa :)

 Przy usuwaniu rutynowych zanieczyszczeń i resztek makijażu mydełka są wiernymi pomocnikami- jedyny wyjątek czynię w przypadku demakijażu oczu, bo ze zrozumiałych względów, o których nawet malutkie dzieci wiedzą, wolę nie ryzykować kontaktu mydlin z tą delikatna okolicą ;)

 Moimi wielkimi odkryciami ostatniego miesiąca są mydła firmy Lawendowa Farma, które ochoczo stosowałam :)

 O kosmetykach tego kameralnego sklepiku czytałam już dawniej pozytywne opinie lubianych przeze mnie blogerek- to właśnie m.in reniakicia, idalia, Czarodzielnica, naturalozakupoholiczka rozbudziły we mnie ciekawość ukierunkowaną właśnie na Lawendową Farmę...

... ale same wiecie, jak to jest, gdy blogi wzniecą apetyt na zakupy ogromnej ilości świetnych produktów- lista potencjalnych KWC rośnie, rośnie i rośnie... aż staje się bardzo długa, a  każdy kosmetyk musi poczekać na swoją kolej, aby mieć szanse się wykazać ;)

 Zdradzę Wam, że bardzo żałuję, iż wcześniej nie zabrałam się za złożenie zamówienia- jest ku temu kilka bardzo ważnych powodów :)

 Właścicielka Lawendowej Farmy- Pani Ewa Wasilak- dba o to, by autorskie kosmetyki pełne naturalnego dobra wyróżniały oryginalne i chwytliwe nazwy stworzone z fantazją.
 Za każdym razem, gdy przeglądam witrynę sklepiku, nie jestem w stanie powstrzymać mimowolnego uśmiechu na twarzy i fali autentycznej sympatii- bo jak mogłabym nie polubić Krewkiego Ziółka, Krzepkiej Pokrzywy, Panny Dziewanny...
 A te wszystkie mydlane Bobasy- Nagietkowy, Owsiany i Rumiankowy- mają tak sobie leżeć bez opieki i czekać na mnie w nieskończoność...?
 Nawet Czarna Mamba w tak doborowym towarzystwie nie wydaje się szczególnie kąśliwa- mam wrażenie, że na pewno pozwoliłaby się oswoić i pod moim troskliwym okiem stałaby się przymilnym domowym pupilkiem ;)

 Bardzo podoba mi się też nowy wygląd papierowych opasek, którymi jest opatrzone każde mydełko. Projekt jest oszczędny w ozdobniki, lecz ujmujący swoją niewymuszoną elegancją prostej formy... czuć w nim nutkę klasyki w dobrym stylu :)


 A oto wyhodowana w bezpiecznej zagrodzie Lawendowej Farmy urocza trzódka, która towarzyszyła mi każdego dnia przez cały marzec... aż do teraz :)

 Przedstawione poniżej mydełka z Lawendowej Farmy zgłosiłam jako swoich ulubieńców zarówno do plebiscytu Lili Naturalnej na najlepszy kosmetyk naturalny, a także wspomniałam o nich świeżo upieczonej poławiaczce polskich pereł- Angel :)


*


Maślankowe 

 To mydełko jest bardzo uniwersalne- może uprzyjemnić kąpiel w stylu Kleopatry, jak i posłużyć do dokonania regularnej toalety cery dojrzałej, wrażliwej, normalnej... lub niedomagającej z powodu okresowych trudności adaptacyjnych (mój przypadek ;))
  Mydło maślankowe stosuję, gdy mam problemy z nadmiernym przesuszeniem, bądź atopowym zapaleniem cery. Kostka jest idealnie gładka, jednolitego koloru- sprawdza się świetnie zwłaszcza wieczorem, gdy cera potrzebuje odpoczynku :)

 We wdychanym aromacie mydełka przebija się słodycz przywodząca na myśl skondensowane mleko- dopiero po dłuższej chwili kontemplacji nadchodzi przyjemne muśnięcie zmysłów cytryną, cedrem i różą.


Skład:

olej kokosowy,olej ze słodkich migdałów (20%) , oliwa, masło shea, maślanka naturalna (2% tłuszczu), olejek eteryczny cedrowy i cytrynowy, olejek  zapachowy różany, wodorotlenek sodu, woda
*


Cedrowy Las

 Mydło cedrowe stosuję na co dzień w ramach normalizacji wydzielania sebum i do demakijażu twarzy- działa antyseptycznie, wspomaga rewitalizacje skóry.

 To mydełko bardziej unisex'owe, niż mogłoby się wydawać- zapach cedru bardzo dobrze prezentuje się zarówno na damskiej, jak i na męskiej skórze :)


Skład:

Oliwa, olej kokosowy, olej słonecznikowy, olej palmowy, olejek eteryczny cedrowy, olejek eteryczny cytrynowy, wodorotlenek sodu, woda.

* Niestety aktualnie Lawendowa Farma nie ma go w swojej ofercie- jednak co jakiś czas konkretne pozycje powracają do łask, więc mam nadzieję, że tak będzie również w tym przypadku :)

*


Orzeźwiające Maroko 

 Mydełko posiada świeżość tchnącą z jodłowego igliwia doprawioną odrobinką egzotycznej paczuli. Zarówno sama kostka, jak i piana nosi wyraźny ślad marokańskiego zapachu glinki ghassoul (tak, mój nos wyraźnie czuje, że owa glinka ma specyficzny zapaszek ;)) Mam wrażenie, że swoje trzy grosze dodaje również oliwa i olej kokosowy, bo mieszanka w ostatecznym odbiorze jest wyrazista, lecz taktownie wyciszona.

 To mydełko w sam raz dla cery tłustej, mieszanej i trądzikowej- stosuję je, gdy mam problemy z nadmiernym zanieczyszczeniem, zaskórnikami i gdy pojawią się trudno gojące się ropne stany zapalne.

 Jeżeli miałabym wybierać spośród tych mydełek najulubieńsze z ulubionych, to byłoby to właśnie "Orzeźwiające Maroko"!


Skład:

oliwa, olej kokosowy, olej palmowy, olej rycynowy, masło shea, marokańska glinka ghassoul, olejki eteryczne: jodłowy i paczuli, wodorotlenek sodu, woda.


*

 Moje kostki pienią się wzorowo- kremowe, gęste obłoczki mydlane namaszczają skórę z aksamitną łagodnością.
 Porządnie oczyszczają (najmocniej mydełko cedrowe i po marokańsku orzeźwiające), lecz przy stosowaniu prawidłowego systemu pielęgnacji z użyciem toniku i kremu nie powodują absolutnie wysuszenia skóry.
  Nie wywołują u mnie reakcji alergicznych, ani podrażnień- byłabym bardzo zawiedziona, gdyby tak się działo ;)

 Każdy z zapachów jest lekki i subtelny, towarzyszy nam przez max. 30 minut od umycia się, dając jednak pożądane uczucie orzeźwienia- dzięki mistrzowskiemu wyważeniu kompozycji olejków jest to możliwe :)

 Moja cera świetnie reaguje na mydlaną pielęgnację- jest przyjemnie gładka, rozjaśniona i o zdrowym, jednolitym kolorycie. Nie ma mowy o widocznym gołym okiem rozszerzeniu porów, przesuszonych fragmentach z łuszczącym się naskórkiem, blokowaniu porów skóry i wzmożonym wydzielaniu sebum...

... Pełnia harmonii.

  Pozytywnych wiadomości nigdy dość ;) także powiem jeszcze o korzyściach z wyboru mydeł Lawendowej Farmy natury finansowej. Zwykle każda z kostek posiada wagę 110g, a cena wynosi 11.00 zł - jak widać kwota za idealnie naturalne mydełko upiększające nie jest wygórowana :)

  Pani Ewa Wasilak zamieściła na oficjalnej stronie sklepu rady i zalecenia dotyczące korzystania z mydeł- to solidna dawka informacji nie tylko o właściwościach kostek mydlanych, ale i ich genezy: 

" Mydła twarde wszystkie składniki naszych mydeł poza wodorotlenkiem sodu są jadalne; tworzymy je ręcznie, w małych partiach, z należytą starannością. By mieć pewność, że są tak łagodne, jak to tylko możliwe, stosujemy dyskont (obniżkę) wodorotlenku , a to znaczy, że dajemy go mniej niż wynika z obliczeń, ale dzięki temu gotowe mydło ma odczyn ph=8, czyli lekko zasadowy. Jeśli akurat nie używasz mydła, przechowuj je w chłodnym miejscu, najlepiej bez dostępu światła. Pamiętaj, by mydło, którego akurat używasz, odkładać do ażurowej mydelniczki, tak by nie pływało w wodzie. Mydło ręcznie tniemy na kostki, stąd waga poszczególnych  kostek może się nieznacznie wahać (±5g). Każda nowo powstała partia mydła leżakuje minimum trzy tygodnie, w tym czasie mydło  traci wodę i uzyskuje pożądaną twardość i łagodność. Mydła robione metodą na zimno często na swej powierzchni mają biały nalot, który powstaje podczas reakcji zmydlania, a jego ilość zależy od dostępu powietrza do mydlanej mieszaniny, temperatury reakcji i otoczenia, jak również rodzaju tłuszczów tworzących mydło. Taki nalot to po prostu inna forma mydła i nie jest niczym niebezpiecznym, chyba że na mydle wystąpi nalot wodorotlenku sodu, który w nadmiarze dodano do reakcji i taki nalot jest drażniący dla skóry, ale to poczujesz od razu po użyciu (pieczenie i szczypanie)."

 Wszystkie wskazówki oczywiście miałam na uwadze w trakcie używania moich pierwszych w życiu mydełek z Lawendowej Farmy.


  Te 3 debiutanckie sztuki są moim największym mydlanym odkryciem od czasu syryjskich Aleppo - które uwielbiam!- a także mydeł poczciwej Alterry, IProvenzali oraz Ma Provence...
 W konkurencji z mydełkami Lawendowej Farmy trzy ostatnie muszą jednak spasować, bo sprawdziła się - na szczęście! :)- zasada "cudze chwalicie, a swojego nie znacie" ;)

 W związku z tym postaram się w przyszłości skupić uwagę na polskich propozycjach pielęgnacyjnych kameralnych, przytulnych mydlarni prowadzonych z pasją - m.in Joanny z bloga Mydła Naturalne, Lawendowej Farmy ... a może i do tego zacnego grona dołączy Tuli?

 O tym wolę zadecydować, gdy przestudiuję dokładnie recenzje blogerek (większa recenzja kroi się w najbliższym czasie m.in. u Balbiny Ogryzek)- porównam je i wnioski wyciągnę mając na uwadze typ mojej cery :)

 Moje Drogie, czy możecie mi polecić mydła Lawendowej Farmy, które według Was w pierwszej kolejności powinnam wziąć pod uwagę przy zakupie?

Mam nadzieję, że mi pomożecie i podzielicie się doświadczeniami :)

 A jeżeli pierwszy raz słyszycie o tym internetowym sklepiku, to zachęcam Was do zwrócenia uwagi na ofertę Lawendowej Farmy, bo jest to według mnie mydlarnią wyjątkową- uwielbiam ten naturalny i swojsko przytulny klimat sklepiku internetowego, śliczne zdjęcia kosmetyków, które z najdrobniejszego niuansu estetycznego koloru i faktury potrafią uczynić spójną całość.


  Mrugające do mnie z ekranu mydełka, balsamy - zarówno twarde, jak i miękkie - plastry ziołowe, czyszczące plastelinki, szampony, maseczki glinkowe, balsamy-cukierki do smarowania ust, a także wonny mix'ie masełek shea... - szykujcie się, przybywam! :D

16 komentarzy:

  1. Dam jeszcze szanse LF i zamówię m.in. maślankowe (oj kusisz nim :)).

    OdpowiedzUsuń
  2. Też kuszą mnie mydełka z Lawendowej Farmy, ale najpierw muszę zużyć chociaż część moich mydlanych zapasów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuś się Sandro koniecznie- ale wpierw uporaj się z zapasem ;) Jestem ciekawa, co spośród niego zrecenzujesz :)

      Usuń
  3. Orzeźwiające Maroko brzmi ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko brzmi, ale i ciekawie działa ;)

      Usuń
  4. Orzeźwiające Maroko i Cedrowe muszę mieć :) Uwielbiam ten męski zapach we wszystkim co cedrowe :)
    Bardzo przystępna cena, bardzo dobry skład i ogólna dostępność powodują, że Mydła Lawendowej Farmy lądują w zakładce POLSKICH PEREŁEK :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie :D To wyjątkowo dobre kosmetyki, zasługują na docenienie :)

      Zarówno "Orzeźwiające Maroko", jak i "Cedrowy Las" powinny przypaść Ci do gustu- ale to już najlepiej sama ocenisz ;)

      Usuń
  5. Mydełka muszą pachnieć przeslicznie:) Ja też osobiscie wolę użuwać mydła do twarzy, jak i całego ciała. Ma cerę problematyczną, ale nie zauważyłam żadnej różnicy przy używaniu wszelkich żeli, a mydła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pachną naprawdę uroczo :)

      Miło czytać wypowiedź kogoś, kto ma podobny pogląd na mydlaną pielęgnację- ja akurat zauważyłam, że żele solo nie mają takiej mocy oczyszczenia, jak mydło, a skóra szybciej się zaczyna po nich świecić ;)

      Usuń
  6. u mnie numer jeden z lawendowej farmy to niezmiennie przywrotnik urody - łagodzi zaczerwienienia, nie wysusza, zmiękcza skórę, przyspiesza gojenie wyprysków i podrażnien

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę zatem spróbować w pierwszej kolejności "Przywrotnika urody"- dziękuję Bzeltynko za wskazówkę :)

      Usuń
  7. Błogosławieństwo Pana nad tym blogiem!

    OdpowiedzUsuń
  8. Tych jeszcze nie miałam okazji używać, ale w Aleppo jestem już zakochana, dzięki niemu już prawie nie mam wyprysków

    OdpowiedzUsuń
  9. Maślankowe brzmi smacznie;) i tak kojąco :) żadnego z tych nie miałam.

    OdpowiedzUsuń