Wierni czytelnicy- przyłącz się! :)

piątek, 19 października 2012

Olivolio, czyli apteczna formuła oliwką podszyta


 Szampon i odżywka w parze- to niezbędny zestaw do codziennej pielęgnacji włosów i do tego nikogo nie trzeba przekonywać ;)
 Siła perswazji i argumentacji swego stanowiska nabiera sensu, gdy przychodzi nam do wyboru odpowiedniego duetu...
I wtedy zaczynają się schody, bo każdy reaguje inaczej na konkretne substancje, każdy ma własny gust względem pożądanego zapachu, konsystencji i pochodzenia kosmetyku.
 Gdy dodać do tego różne rodzaje włosów... wtedy to prawdziwym problemem staje się nie tylko poszukiwanie odpowiednich kosmetyków, ale i życzliwe doradzenie poszukującemu, które odniesie pozytywny skutek.

 Są takie produkty, które przysparzają mi nieco kłopotu przy opisie. Z jednej strony dobrze działają, a z drugiej...

 Własnie, zaraz opowiem o takiej parze, która ogólnie jest godna polecenia, lecz wobec której mam wątpliwości wynikające z umiłowania naturalności ;)


Miałam ostatnio okazję testować szampon i odżywkę do włosów suchych i zniszczonych greckiej marki Olivolio.

Oto jak o produktach Olivolio pisze producent:

" Greckie kosmetyki marki Olivolio, produkowane są przez znanego i cenionego producenta Phenomenon Ltd. Firma powstała w  1995  roku i od tego czasu wykorzystując najwyższej  jakości składniki  naturalne,  produkuje  linię  kosmetyków  pod  nazwą Olivolio.

  Główną  bazą  kosmetyków  jest  grecka  oliwa  typu "Extra Virgin" pochodząca z ekologicznych upraw drzew oliwnych "Organically Cultivated".  Jej  wartość  i  nieocenione  właściwości wpisały  się  w  historię  świata  już  od  czasów starożytnych.  Była symbolem  bogactwa,  zdrowia,  mocy,  piękności.

  W kosmetykach Olivolio wykorzystywane  są  również  inne  cenione  składniki takie jak:  kwas hialuronowy,  urea,  gliceryna,  pantenol,  alantoina, koenzym Q10, peptydy, ceramidy,  wosk pszczeli,  olej jojoba,  olej migdałowy,  olej  z  zarodków  pszenicy,  wyciąg   z  aloesu,  olej  z rozmarynu, koalin, proteiny  ryżowe,  masło kupasu,  woda  różana,  extrakt  z  paproci,  żeń-szeń,  olejek lawendowy,   olejek  z  drzewa sandałowego, masło shea, masło kakaowca, ekstrakt Ylang Ylang ...
 Kosmetyki  Olivolio   są   testowane   dermatologicznie,   nie testowane   na   zwierzętach,  bez  sztucznych   barwników,  bez parabenów i olei mineralnych."

Brzmi pięknie, nieprawdaż? ;)

 Do tematu jeszcze wrócimy, ale wpierw  konkretne co nieco o oliwkowym duecie skierowanym do suchych włosów potrzebujących regeneracji.


Szampon zawiera oliwę z oliwek extra virgin, prowitaminę B5, wyciągi: z czerwonych, winogron i aloesu, olej z krzewu laurowego oraz pantenol.

 Jest odpowiedni do codziennego stosowania- przy myciu włosów wydziela delikatną pianę, która ma intensywny zapach.... lecz wcale nie oliwkowy, dlatego jeżeli ktoś nie przepada za tym aromatem, to odetchnie pewnie z ulgą ;)

Włosy dzięki niemu są bardziej puszyste, cechuje je zdrowy połysk, a do tego rozczesują się nad podziw dobrze. Są miękkie i dobrze się układają.

 Niestety jego działanie nie jest bez wad- włosy o wiele szybciej się przetłuszczają, a  z tego nie mogę być zadowolona.

 Odżywka pachnie w ten sam sposób, co szampon- znów wyczuwalny brak oliwki ;) Aby prawidłowo dokonać aplikacji, należy nanieść niewielką ilość odżywki na rękę a następnie na skórę głowy i włosy. Delikatnie wmasować we włosy i skórę głowy a następnie po 3 minutach dokładnie spłukać. Trzeba unikać bezpośredniego kontaktu z oczami, gdyż to może skończyć się niepotrzebnym zaczerwienieniem i pieczeniem.

 Połączenie roślinnych składników takich jak; wyciąg z miodu, masła shea, protein roślinnych zapewnia włosom doskonałe nawilżenie. Włosy są gładkie, nie łamią się i nie puszą.


 Szampon i odżywka nie spowodowały u mnie objawów alergii i poza szybszym niż zwykle przetłuszczeniem się włosów uznałam je za całkiem niezłe.

 Jedyne wątpliwości, jakie przychodzą mi na myśl, spowodowane są stopniem naturalności składów.

 Owszem, zgodnie z zapewnieniami producenta nie znajdziemy tam ani olejów mineralnych, ani parabenów... ale faktem jest, że za to natkniemy się na kilka (nie)ciekawych rodzynków ;)

 Sami sprawdźcie- przepisałam z etykiet zarówno szamponu( nr1) jak i odżywki ( nr2):

1.
 Aqua water, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, PEG-4, Rapessedamide, Sodium Laureth- 11 Carboksylate, Laureth-10, Sodium Chloride, Trimethylsilylamodimethicone, Panthenol, Layrus Nobilis (S, Laurel) Oli, Quaternium-80, Piroctone Olamine, Oliv Oil, PEG-7 Esters, Octoxynol-40, Isolaureth-6, Biotine, Olea Europaea( Oliv) Fruit Oil, Zinc/ Copper/ Manganese Aspartate, Aloe Barbadensis (aloe Vera Powder), Vittis Vinifera( Red Grape), Seed Extract, PEG-40 Hydrogenade Castor Oli, Tocopherol, Alcohol, Disodium EDTA, Benzophenone-4, Methylchloroisotihiazolinone, Methylisothiazolinone, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamaltehyde, Linalool, A-Iso Methyl Jonone


2.

Aqua ( Water Deion.), Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Ceteareth-20, Distearoylethyl, Hydroxyethylmonium-Methosulfate, Methoxy PEG/PPG-7/3 Aminopropyl dimethicone, Olea  Europaea Extract, Hydrolyzed Vegatable Protein Egpropyl - Silanetriol, Pathenol, Mel (Honey) Extract, Butylene Glycol, Glycerin, Niacinamide, Punica Granatum Leaf Extract, Butyrospermum Paarkii (shea) butter, Olea Europeae (Olive) Oil, Parfum (Fragrance),Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Hexyl Cinnmaldehyde.

  Powyżej opisane kosmetyki zostały wzbogacone o cenne wyciągu roślinne, lecz wiele w nich jest również syntetyków, co mnie osobiście niezbyt się podoba...

 Ogólnie testowane kosmetyki Olivolio współgrają całkiem nieźle z potrzebami moich włosów, lecz nie mogę zostać obojętna na zawartość substancji uznawanych za szkodliwe w produktach o tak przyjemnej, kojarzącej się z naturalnością otoczce.


  Kosmetyki Olivolio nie są zbyt drogie ( szampon 28 zł, odżywka 24zł )- dzięki temu łatwiej przystępne dla szerszego grona potencjalnych klientów i to niejako mogłoby tłumaczyć fakt wspierania składów nieprzychylnymi zdrowiu substancjami... ale to dla mnie byłby słaby argument, gdyż mogę wyliczyć co najmniej kilka NAPRAWDĘ organicznych kosmetyków w podobnej cenie, a do ich składów nie można się przyczepić.

 Tak więc da się pogodzić kwestie niewysokiej ceny i czystości kosmetyku ;)

 Szkoda, że marka reklamująca się jako "organiczna" nie do końca taka jest... Trudno mi ocenić resztę asortymentu, gdyż nie miałam  bezpośrednio z nią styczności, może istotnie są w niej prawdziwie organiczne kosmetyki?

 W każdym razie odżywka i szampon mnie pod tym względem zawiodły. Szczerze żałuję, że tak przyjemnie zapowiadające się "oliwki" nie są bardziej oliwkowe- gdyby tak było, z pewnością nie zawahałabym się przy ich zakupie...

   Oczywiście to jedynie moje subiektywne zdanie- macie prawo sami wyrobić swoją opinię, także jeśli kosmetyki Olivolio zainteresowały Was na tyle, że postanowiliście je wybrać przy najbliższym zakupie, to wybór należy do Was ;)

 Z pewnością na korzyść przemawia brak prowadzenia testów na zwierzętach przez firmę oraz-jeżeli już- stosowanie certyfikowanych wyciągów roślinnych.

 Jeżeli w rodzimych aptekach szukacie ich bez skutki, możecie sprawdzić ofertę Olivolio w firmowym sklepie "Toskania- sklep na 5"



6 komentarzy:

  1. Ja bym już ich nie mogła mieć, moje włosy same z siebie się szybko przetłuszczają... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mnie kusi ta marka, boję się jednak zapachu, bowiem jakoś nigdy do mnie nie przemawiał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie Pani Marto z niecierpliwością oczekujemy Pani opinii nt kremu pod oczy OLIVOLIO ;)

      Usuń
  3. no rzeczywiście składy mogłyby być lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witajcie,

    czytam, analizuje i dochodzę do wniosku,że w pewnych kwestiach co do marki OLIVOLIO tu zamieszczonych nie mogą się zgodzić.

    Naturalne czy organiczne...

    Organizacje ekologiczne na całym świecie ustaliły pewne zasady, które jasno pozwalają sklasyfikować kosmetyk jako naturalny bądź nie. Zaczęto od podziału je na dwie grupy: na kosmetyki naturalne i organiczne.

    Naturalne to takie preparaty, które zostały zrobione ze składników pochodzenia roślinnego, mineralnego lub morskiego i nie były przetwarzane razem z syntetycznymi produktami chemicznymi. Jednak nie oznacza to, że takie produkty nie mają w sobie syntetyków! Mogą one być bazą produktu. Mogą też mieć konserwanty, które zapewniają, że preparaty nie starzeją się zbyt szybko. I nie powinnyśmy się ich bać, jeśli użyte są w odpowiednich dawkach!

    Z kolei kosmetyki organiczne to takie, których składniki wyrosły na ekologicznych farmach ściśle spełniających określone kryteria. Rośliny nie mogą być uprawiane przy użyciu pestycydów czy inżynierii genetycznej. Kosmetyki takie są konserwowane naturalnymi składnikami, na przykład olejkami eterycznymi. I, co ważne,powinny zawierać informację, że nie były testowane na zwierzętach.

    Pozostałe produkty z metką „organic” nigdy nie składają się w całości z organicznych składników. Dlaczego? Bo na przykład woda, główny komponent kosmetyków, musi być oczyszczona, nie organiczna. Dlatego przysługuje jej hasło „naturalna”.

    Najczęstszymi składnikami używanymi do produkcji kosmetyków ekologicznych są wyciągi z roślin hodowanych na kontrolowanych uprawach ekologicznych oraz składniki pochodzenia zwierzęcego, takie, jak lanolina z owczej wełny, miód, jedwab ( których z kolei nie akceptują weganie). Bardzo popularny składnikiem jest sól morska oraz różnego rodzaju glinki.

    Druga strona medalu

    Ekokosmetyki szturmem podbijają świat urody. Miliony kobiet odstawiają kremy syntetyczne i smarują twarze w zgodzie z naturą. Jednak nie zawsze naturalne oznacza lepsze.

    Na przykład kremy do opalania. Naturalnymi filtrami przeciwsłonecznymi są w tych preparatach: tlenek cynku, dwutlenek tytanu, masło karite (shea butter) czy olej jojoba. Wymienione tłuszcze (masło karate, olej jojoba) dają filtr UV z faktorem około 4. Taki współczynnik ochrony mają „przyspieszacze opalania”, a nie preparaty, które mają chronić naszą skórę przed słońcem! Pamiętajmy, że rekomendowana przez dermatologów wysokość filtra SPF to co najmniej 30. Z kolei siła chroniąca pochodząca z filtrów mineralnych (tlenek cynku, dwutlenek tytanu) zależy od ich ilości w kosmetyku: około dziesięć procent zawartości minerałów daje filtr z faktorem 10. Problem jednak w tym, że im więcej minerałów, które mają postać białego proszku, tym konsystencja kremu bardziej przypomina gęstą, twardą pastę i pokrywa skórę białą warstwą. W sklepach można spotkać całkowicie naturalne sztyfty przeciwsłoneczne z filtrem z faktorem 30, ale nie nadają się one do smarowania całego ciała. Poza tym filtr z takim faktorem może okazać się zbyt słaby dla osób z bardzo jasną karnacją lub dla dzieci. Trzeba korzystać z filtrów chemicznych.

    Uff... dużo tego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kończąc i dziękując zarazem za uwagę kilka słów nt. bezpieczeństwa.

    Od kiedy weszliśmy do Unii Europejskiej nie obowiązują już tzw Atesty PZH (Państwowego Zakładu Higieny). O dopuszczeniu do sprzedaży decyduje producent i bierze na siebie odpowiedzialność za kosmetyk. Aby mieć pewność, że wprowadza na rynek produkty bezpieczne i pełnowartościowe po wykonaniu badań dermatologicznych, mikrobiologicznych, testów użytkowych gotowych wyrobów składa je do stwierdzenia czy kosmetyk jest bezpieczny dla ludzi. Takie stwierdzenie wydaje specjalista zwany Safety Assessorem.
    Safety Assessor to osoba posiadająca stosowny certyfikat, o specjalistycznym kosmetologicznym, farmaceutycznym, chemicznym i toksykologicznym wykształceniu i co najmniej 10-cio letnim doświadczeniu. Na podstawie wykonanych badań kosmetyków i informacji o zastosowanych surowcach Safety Assessor ocenia poziom bezpieczeństwa i wydaje stosowny certyfikat bezpieczeństwa nazywany Safety Assessmentem. Wydanie takiego dokumentu przez Safety Assessora jest podstawą dla producenta do podjęcia decyzji o wprowadzeniu kosmetyków do sprzedaży.

    OdpowiedzUsuń